🕛 Jam Jest Żabka Tekst

Kampania reklamująca dania Uczta na Wynos z Sanah jest utrzymana w bajkowej konwencji. W spocie piosenkarka wciela się w kilka ról, w tle słychać motyw z jej piosenki „Ale jazz!”. Żabka Przyśpiewki z rzeszowskiego - tekst piosenki O rety, chłopoki, czysta mnie nie poznali, Żeśta mi sztajera nie zagrali. Jam jest chłopek spod Rzeszowa, Ojciec umarł, matka wdowa. O, rety, chłopoki, zagrajcie mi sztajera. Olaboga, nie wytrzymom, wszytkie majom, a jo ni mom, Wszystkie majom po chłopoku, A jo ni mom tego roku. Ej, dziewczyno, ty mnie nie znosz, Jo z Rzeszowa jestem bednorz, Jo w Rzeszowie urodzony, Tutaj tylko szukam żony. Pobrano z Od Rzeszowa leci owca, a baranek za nią, Kiedy owca se przystanie, to baranek na nią. Panowie: l jo se też musioł, bo mi się porusoł Hej, mości panowie, kapelusz na głowie. Panie: l jo se musiała, bo mi się rusała Hej, mości panowie, chusteczka na głowie. Ojciec orał i ja orał, obaśmy orali, Ojciec pierdnął, ja poprawił, pług żeśmy urwali. l jo se ... Już nie będę taka głupia, jak w zeszłą niedzielę, Chłopcy ze mnie majtki zdjęli, a ja stałam jak cielę. l jo se ... Wszelkie prawa do tekstów piosenek umieszczonych na stronach portalu przysługują ich autorom. Są one umieszczone w celach edukacyjnych oraz służą wyłącznie do użytku prywatnego. Jeśli autor nie życzy sobie publikacji utworu prosimy o kontakt, a tekst zostanie usunięty.

ŻAPKA - MAJOR SPZ zobacz tekst, tłumaczenie piosenki, obejrzyj teledysk. Na odsłonie znajdują się słowa utworu - ŻAPKA.

Wierszyki Aniołki Babcia Bałagan Bąk Balon niejadek Buty Dzień Taty Dziura Dziumdzia Dżem Felek Kartofelek Fikoły Grzebień Kaloryfer Kolor niebiański Kropka Leniwy smyczek Łaciaty Świat Mądra sowa z Chotomowa Marzenia Mole książkowe Mróz Ośla ławka Ośmiornica Pan Świat Plecy Ploteczki Rogal i bułka Ręce Sól i cukier Stonka w japonkach Szklanka przechwalanka Szop pracz Śledź Trzepaczka Waga Zakochane parasole Zaraz Zebra Żabka Mania spod Poznania Żelazko Aniołki Gdzieś daleko w niebie, Za firanką chmurką, Mieszkają aniołki, Leciutkie jak piórko. Jak puszyste ptaszki Po niebie fruwają, Przez obłok z koronki Na dół spoglądają. Przykleiły noski Do okienka nieba, Pilnują czy czegoś Dzieciom nie potrzeba. Jak mówi modlitwa: – Anioł w dzień i w nocy, Na wezwanie dziecka, Leci ku pomocy. Przytuli je mocno, Gdy mama daleko, Sprowadzi do domu, Gdy zbłądzi nad rzeką. Gdy chce coś źle zrobić Myśli w lot zatrzyma, A przy tym tak śmiesznie Policzki wydyma. Cały lśni w słoneczku, śmieje mu się minka, Może to być chłopiec, Może być dziewczynka. ^ powrót Babcia Dzisiaj nowoczesna babcia, Nie chce chodzić w ciepłych kapciach. I w fotelu się nie buja, Tylko wciąż po świecie hula. Samochodem dzieci wiezie, Z klocków lego robi wieżę, Po drabinie się wdrapuje, Alpinistę naśladuje. Nie chce robić już na drutach, W internecie bajek szuka, Wieczorami tańczy sambę I wyjada całą mambę. Na basenie daje nurka, By dogonić płetwonurka, Od miesiąca, co niedziela, Piłką nożną gole strzela! Dziadek ręce załamuje: – Babciu wracaj! – nawołuje. Gdzie jest obiad i skarpety? Haftowane gdzie serwety? Ale babcia, moja babcia, Moja babcia wciąż jest młoda. Moja babcia, moja babcia, Ciągle marzy o przygodach. Lecz choć skarpet nie ceruje, Nie upina z włosów koka, To swe wnuki, oraz dziadka, Ponad własne życie kocha. ^ powrót Bałagan Do pokoju Mateusza Wpadł bałagan – wszystko rusza. Jak coś dotknie, to przestawi, Nic na miejscu nie zostawi. Był na biurku – więc w szufladzie Wszystko leży już w nieładzie. Kredki biedne, rozsypane, Żółta z czarną połamane. Poodkręcał plakatówki, Które uciekając z tubki, Dywan strasznie umazały, I za łóżko powpadały. Klocki po pokoju posiał, Konia na biegunach dosiadł, Kapcie rzucił na kanapę, Potem podarł starą mapę. Trochę w szafie się kotłował, Piórnik pod ubrania schował, Książkę wsadził w długie spodnie, Mówiąc, że tak teraz modnie. Coś się w bałaganie trzęsie. – Nieporządku zrobię więcej! Szybko! Szybko! Hop! Hop! Hop! Na żyrandol zrobił skok. Długo na nim nie zabawił, Szelki w paski tam zostawił. – Mają zwisać z żyrandola, Taka jest dziś moja wola! Wszyscy są już nim zmęczeni, Proszą wielce utrudzeni: – Niech pan ulży naszej doli, Niech pan więcej nie swawoli. Bałaganie! Bałaganie! Może w końcu pan przestanie. Proszę wziąć się za porządek I ustawić wszystko w rządek. A bałagan mówi tak: – Mnie sprzątanie jest nie w smak. To jest pokój Mateusza, Niech on do porządków rusza! ^ powrót Bąk Przyleciał znad mazurskich łąk, Tłuściutki, okrąglutki bąk. Miękki, pluszowy miał kubraczek, A na nim żółto-czarny szlaczek. Przyfrunął w lipcu na dni parę, By jak bąk... opić się nektarem. Wystraszył nawet stado owiec, Gdy tak przeleciał jak bombowiec. Na kwiatku zoczył małą pszczółkę, Która zbierała nektar czułkiem. Podciągnął swoje czarne gatki I rzekł: – Lecimy nad bławatki? No proszę, razem polatajmy, I pyłków trochę pozjadajmy. A kiedy już się posilimy, To na słoneczku poleżymy. Pszczółka przerwała swoją pracę: – Uciekaj! Bo cierpliwość stracę! Ty nic, a nic się nie wysilasz! Ty całe życie bąki zbijasz! Stanowczo powiedziała: – Nie! Nie będę latać byle gdzie! Ja muszę cały czas pracować, By miód na zimę w plastry schować. I cóż miał zrobić bączek złoty? On niezwyczajny był roboty. Nie mógł też zostać ula królem, Bo to królowa rządzi ulem. – Muszę odfrunąć – bąknął bąk – Nie będę pracą brudził rąk. Wzniósł się wysoko, hen do góry, Aby powrócić na Mazury. ^ powrót Balon niejadek Czy to kolacja, czy też obiadek, Ciągle się krzywi balon niejadek. – To nie smakuje! Tamto jest be! Nie jestem głodny! Nie chcę! A fe! Namawia dziadek, tłumaczą babcie: – Łyknij powietrza, bo będziesz kapciem. Nasz drogi wnusiu, zjedz choć troszeczkę, Będziesz się bawił w berka na wietrze. Ojciec twój wielki, ogromna matka, A ty wyglądasz jak zwiędła natka. Może zefirka? Może halnego? Pojedz troszeczkę wiatru dobrego. Twoje rodzeństwo oraz koledzy, Zjedli powietrza po pięć talerzy. Spójrz, teraz sobie nad domem wiszą I w rytm walczyka tam się kołyszą. No, łyknij wiatru trochę świeżego, Polecisz razem z nimi nad drzewo! Balonik myśli: – wszyscy się bawią, Jeśli nic nie zjem, to mnie zostawią. Zaczął pomału powietrze łykać, Bo też zapragnął pod niebem fikać. Wpierw jeden łyczek, potem dwa łyczki, Zrobił się duuuży tak jak siostrzyczki. Gdy już się napił – tak z pół kubeczka – Z niesmakiem zwinął swoje usteczka. Dziadkowie tylko na to czekali I mu wstążeczką usta związali. Balonik wzleciał w górę, że ach! Lecz tam ogarnął go wielki strach. Nic się nie cieszył, że jest tak pięknie, Bo bał się, że z przejedzenia… pęknie! ^ powrót Buty Stały buty w przedpokoju, Szykowały się do boju. Które są ważniejsze dziś, Które dziś założy Zdziś? Tuż przy progu dwa sandały, Tak ze sobą rozmawiały: – Czy choć trochę pochodzimy? Przecież jeszcze nie ma zimy. Paski im zwisają smętnie, Sprzączki na nich nie zapięte I pewności wciąż nie mają, Czy po piasku pobiegają. Stoi kalosz pod wieszakiem – Chyba się obejdę smakiem. Nie założy mnie już Zdziś, No bo deszczu nie ma dziś. Zresztą nie wiem, gdzie kolega, On jest z prawa, a ja z lewa. Ja niebieski, on niebieski, Z deszczu ocieramy łezki. Zza kalosza do lusterka, Pantofelek sobie zerka. Sznurowadło szybko wiąże. – Rety! Rety! bo nie zdążę! Choć mam nosek podrapany, Boczek z lekka pościerany, To kokardę zrobić muszę, Bez niej z domu się nie ruszę. Kapcie co pompony mają, Spod kanapy wyglądają. Całe w kolorową kratkę, Czyż na spacer mają chrapkę? Przecież ciągle w domu siedzą I o świecie nic nie wiedzą. Ależ skądże! Ich marzeniem Jest dziś Zdzisia przebudzenie. Kiedy Zdziś z kanapy wstanie, Zacznie butów przymierzanie. Buty o tym dyskutują I na spacer się szykują. ^ powrót Dzień Taty W wielkiej szafie, przed Dniem Taty, Pokłóciły się krawaty. Który z niech jest najmodniejszy? Który z nich jest najładniejszy? Który tata jutro włoży, Aby mu życzenia złożyć. Czy niebieski w komputery? Czy zielony w piłki cztery? Może żółty w samochody? Czy ten w lasy i ogrody? – Wiem! Ten w narty i rowery! – Nie! Ten w statki i bandery! Spierały się między sobą, Który z nich ma być ozdobą. Który jutro, do kołnierza, Tata założyć zamierza. Nagle mucha wyleciała I radośnie zabzyczała: – Bzzzyt! – mam pomysł odlotowy! Na Dzień Taty – strój galowy! Zaś do fraka czy surduta, Jak świat światem tylko mucha! Krawat? – zbyt jest pospolity, Lepsze muchy aksamity. Lecz nasz tata, na Dzień Taty, Gdy już dostał od nas kwiaty, Zwykłą bluzę wziął z dna szafy I przytulił swoje skrzaty. Nie oglądał się na mody, Zabrał nas na duże lody, Jego szyję zaś ściskały Dzieci, które go kochały. Bo prawdziwi są faceci Tylko wtedy, gdy im dzieci, Zamiast muchy i krawata Tulą szyję, szepcząc – TATA. ^ powrót Dziura Dziumdzia W długich spodniach na kolanie, Dziura Dziumdzia ma mieszkanie. Dziura wielka, postrzępiona, Nieforemna, wykrzywiona. Patrzy na świat jednym ślepiem: – Gdzie by mi tu było lepiej? Ciągle głodna spodnie zjada, Na nich plamą się rozkłada. Spodni coraz mniej już jest, Dziumdzia wielka jest, że fest! Spodnie myślą: – Niepodobna! Nas ubywa, ona głodna! Zawołajmy igłę z nitką, Niechaj ją zaszyje szybko! Przyszła nitka, za nią igła, Dziura – hyc! – na łokieć śmigła! Tam łokciami się rozpycha, Łokieć krzyczy: – Tam do licha! – Igło, szybko tu przybywaj! Choćby dratwą łatę wszywaj! Przyleciała igła z dratwą (Łatę dratwą wszyć niełatwo), Dziumdzia patrzy bystrym wzrokiem I ucieka szybkim krokiem. Na skarpetę skok zrobiła, Paluch na wierzch wystawiła I tym palcem w bucie kiwa, Ciesząc się, że wciąż wygrywa. Jak tu zaszyć dziurę szybko? Droga igło! Dratwo! Nitko! Zróbcie z nią porządek, proszę, Bo jej mam po dziurki nosie! ^ powrót Dżem Mą spiżarnię na jesieni W wielki hotel ktoś zamienił. Na półeczkach jak w pokojach, Śpią przetwory w nocnych strojach. W starej szafce z boku stoi, Pełen dżemu, szklany słoik. A w nim cukrem przyprószone, Śpią owoce rozmarzone. Nos przytula do jabłuszka, Pochrapując przez sen gruszka. Delikatna zaś poziomka Tuli buzię do małżonka. Śpi żółciutka mirabelka, Obok niej śliwka węgierka. Oczy kleją się lubaszce, Która leży przy truskawce. Agrest prosi swoją mamę, By włożyła mu pidżamę. Życzy wszystkim: – Dobrej nocy – I zamyka śpiące oczy. Bardzo wiedzieć chce malina, Czy umyła się jeżyna? – Ona ciągle taka czarna! U niej coś higiena marna! Słoik na to aż podskoczył: – Gdzie ty masz malinko oczy? Wszyscy wiedzą, że jeżynka Jest tak czarna jak murzynka. Bardzo proszę, skończ te waśnie, Niechaj każdy smacznie zaśnie. I spokojnie sobie drzemie W wieloowocowym dżemie. ^ powrót Felek Kartofelek Witam wszystkich. Jestem Felek. Jestem Felek Kartofelek! Właśnie dziś gruba kucharka Chciała wrzucić mnie do garnka. Że też są na świecie kraje, Gdzie są takie obyczaje! Mam być w kostkę?! I w rosole?! Ja mam w nosie Taką dolę! Więc uciekłem z krajalnicy, Patrzę – środek frytkownicy. Ktoś chciał mnie we frytki zmienić, I w oleju zarumienić! Chciano mnie pokroić w paski, By podawać do kiełbaski! Mam być w paski?! Na oleju?! Być nie może, Panie dzieju! Gdy uciekłem z frytkownicy, To złapano mnie w miednicy. Mokre ręce złej kucharki, Docisnęły mnie do tarki! Miałem być na placki starty, Z pięknej skórki swej odarty! Ja na miazgę?! Usmażony?! Mógłbym zostać Przypalony! Kto wymyślił tę torturę, Aby zedrzeć ze mnie skórę? Gdy przed tarką szusa dałem, W piekarniku się schowałem. Stamtąd uciec się nie dało, Tam spieczono moje ciało. Nawet mnie Nie rozebrano. I w mundurku Na stół dano. Tak się kończą losy Felka, Wesołego kartofelka. Dzisiaj Felek Kartofelek Jest obiadkiem na niedzielę. ^ powrót FIKOŁY Z tyłu za domem na mym podwórku, Suszy się pranie na długim sznurku. Mokre i ciężkie patrzy do góry, Czy czasem deszczu nie będzie z chmury. Lecz próżne dzisiaj są te obawy, Słońce wciąż świeci – będą zabawy! – Już wietrzyk wieje, już się bujamy – Cieszą się mokre do cna firany. Sweter bluzeczkę za rękę trzyma: – Robimy podskok, wesoła mina! Ciągle wirują, w kółko tańcują, Aż guzikami się wnet splątują. – Niechaj koszula się nie rozpiera I o powłoczkę się nie opiera! – Ależ nie mogę, wiatr mnie łaskocze, A z mych rękawów robi warkocze. Spodnie dwa salta już wykręciły, Dokoła sznurka się zakręciły. Na dalsze skoki chęci nie mają. Bo im nogawki w kieszeń wpadają. Krzyczą na siebie ciągle skarpety: – Uważaj! Odcisk! Boli! O rety! Tak sobie drepczą na letnim wietrze, Że ciągle jedna po drugiej depcze. Para spinaczy serwetkę trzyma. Powiało mocniej! O, już nie trzyma! Serwetka sobie w powietrzu leci, Mama cos krzyczy, śmieją się dzieci. A wietrzyk wieje psotny, wesoły, Patrząc, jak pranie robi… fikoły. ^ powrót Grzebień Czyta grzebień ogłoszenie: „Chore zęby w zdrowe zmienię, Czy siekacze, czy trzonowe, Zaraz zmienię je na nowe”. Podpisane jest – „dentysta”. (To jest sprawa oczywista, Że od zębów jest dentysta). Spojrzał grzebień do lusterka, Tu ubytek, tam usterka. – Do lekarz ruszyć muszę, Bo do jutra się wykruszę. Zęby pastą wyszorował, Szczotkę do kieszeni schował. Poszedł szybko do dentysty, Wymuskany, piękny, czysty. Stomatolog patrzy blady, Wiertło chowa do szuflady. – Oj, grzebieniu! Straszna bieda! Tobą już się czesać nie da! Zębów pięć masz zwichrowanych, Osiemnaście wyłamanych. Trudne będą me starania, Jesteś taki z zaniedbania. Jeśli zębów masz tak wiele, Myj je co dzień – nie w niedzielę. Będą wtedy zawsze zdrowe, Do czesania głów gotowe. ^ powrót Kaloryfer Kaloryfer W mym pokoju, tuż przy ścianie, Jest centralne ogrzewanie. Dnia pewnego, zimowego, Stało się z nim coś dziwnego. Kaloryfer bardzo stary, Zaczął puszczać kłęby pary. – Dzisiaj bardzo źle się czuję, Zaraz chyba eksploduję! Jakaś we mnie jest usterka, Strasznie bolą mnie żeberka. Ciągle prycham i bulgoczę I do tego wciąż się pocę. Serce – że aż strach – kołacze, Zaraz tu przytomność stracę! Rura wzięła go za rączkę: – Ty wysoką masz gorączkę!!! To żeberek zapalenie, Trzeba wziąć się za leczenie. Bo jak chore są żeberka, Może zachorować nerka. Mokry ręcznik położymy, Trochę ciebie tym schłodzimy. Ale kompres nie pomaga, Kaloryfer dalej biada. – Ledwo ściany już się trzymam, Ja tak dłużej nie wytrzymam! Ta gorączka coś nie znika, Trzeba wezwać hydraulika. Szybko! Szybko! Hydraulika!!! Niechaj kurki pozamyka! Klucz francuski niech wyjmuje I żeberka opukuje. Przyszedł hydraulik Zenek, Związał rurę na supełek, Żeby woda nie leciała I żeberek już nie grzała. – Źle się czujesz przez palacza, Bo palacza masz partacza, Co do kotła węgiel sypie, Gdy centralne ledwo zipie. ^ powrót Kolor niebiański Kolor niebiański Był raz diabełek, co chciał, aby piekło swoją urodą wszystkich urzekło. Wpadł dnia pewnego na pomysł marsjański: – Pomaluję piekło na kolor niebiański. Ruszył do pracy mały diabełek, ze starej szczotki zrobił pędzelek, wiaderko farby pożyczył z nieba: – Nareszcie w piekle będzie jak trzeba. Wszystko tu brudne i osmolone, w mig pomaluję, co zabrudzone! Kolorem pięknym, niespotykanym, zaczął malować piekielne ściany. I tak pomału, raz po razie, zamieniał piekło w krainę marzeń. Wszędzie już czysto, wszędzie jasno, sufit bielutki jest jak masło. W diabelskim domu niebiańskie ściany, w oknach niebiańskie wiszą firany, niebiańska kuchnia i przedpokoje, a na mieszkańcach niebiańskie stroje. Drzwi są niebiańskie, niebiańskie progi oraz niebiańskie ogromne rogi. Diabły niebiańskie noszą skarpety – przecież od ziemi ciągnie niestety. Niebiańskie widły, niebiański kocioł – wtem malowanie ryk straszny uciął. Przybył szef piekła z dalekiej drogi, gdy wszedł, ugięły się pod nim nogi. Ze złości wielkiej zatrząsł się cały: – Gdzie się podziewa diabełek mały?! Proszę, przywiedźcie tu tego śmiałka, co chce, by piekło to była bajka! Niechaj przede mną natychmiast stanie, ten kto tu zrobił malowanie! Przyszedł diabełek, ogon podwinął, ze strachu cały w kłębek się zwinął. Cichutko rzekł do władcy swego: – Kolor niebiański? A cóż w nim złego? Przecież niebiański to kolor cud, on tak smakuje, jak w ustach miód. Pryncypał krzyknął zły niesłychanie: – Nikt tu nie marzył o takiej zmianie! Piekło to piekło, raj to raj, a tak to wyszedł małpi gaj! ^ powrót Kropka Kropka Raz długopis miał zadanie, Aby wstawić kropkę w zdanie. Szukał miejsca od początku, W całym zdaniu, bez wyjątku. Myśli: – Może tak przed „że”? Lecz przecinek woła: – Nie!!! Przed „że” zawsze jest przecinek, Tu jest mały odpoczynek. Przed „że”, „ale” oraz „a” Jak świat światem stoję ja!!! Kopnął swym ogonkiem kropkę: – Ustaw się za wielokropkiem. Lecz już słychać wielokropka: – Po co mi jest czwarta kropka? Od zarania wielokropek Składa się z trzech małych kropek. Poszedł pisak w prawą stronę, Gdzie pytajnik stał zdziwiony. Mam do ciebie zapytanie: – Gdzie tu wstawić kropkę w zdanie? Zakłopotał się pytajnik, Nadął się jak stary czajnik: – Po co ty mnie o to pytasz? Ja nic nie wiem! Sam wciąż pytam! Idź po radę do myślnika, On trudności nie unika. Toż on stoi i wciąż myśli, On na pewno coś wymyśli. Myślnik myślał: – Gdzie by? Gdzie? Ale ciągle było źle! Tusz się kończy w długopisie, Ciągle pisze, pisze, pisze. Nagle słyszy... ktoś się drze. To wykrzyknik krzyczy: – Wiem!!! Właśnie sobie przypomniałem, Gdzie ja kropkę już widziałem. – Kropka takie ma zadanie, By z honorem zamknąć zdanie. Gdyby kropki tam nie było, Zdanie by się nie kończyło! ^ powrót Leniwy smyczek Skrzypce w futerale stały i o graniu wciąż myślały. Przytuliły się do smyczka, bo ze smyczkiem jest muzyczka. – Smyczku, smyczku, mój kochany, może razem coś zagramy? Kiedy moich strun dotykasz, wtedy piękna brzmi muzyka. Ale smyczek się odwraca: – Nie chcę! Trudna z wami praca! Dźwięk wasz strasznie jest płaczliwy, do słuchania niemożliwy. Gdybym spotkał wiolonczelę, to bym grał z nią i w niedzielę. Jej ton bardziej mi pasuje, wiolonczeli poszukuję! Skrzypce jadły, aż przytyły, w wiolonczelę się zmieniły. Napisały list do smyka: – Wracaj, lepiej brzmi muzyka. A ten się ze złości skręca, końskim włosiem się wykręca: – Wiolonczelo, ty grubasie, ja chcę grać na kontrabasie! Wiolonczela miesiąc jadła, szybko nabierała sadła. Jadła, jadła, aż przytyła i w kontrabas się zmieniła. Pilnie dzwoni do wspólnika, który grania wciąż unika: – Już spełniłam twe życzenie i mam bardzo grube brzmienie. A smyk na to: – Kontrabasie, jesteś za szeroki w pasie! A do tego w filharmonii, znów zabrakło kalafonii. Koncert dziś nie będzie grany, bom jest... nienasmarowany. Zwodził tak kolejny dzień, bo był z niego zwykły leń. ^ powrót Łaciaty Świat Niedaleko Legionowa stała raz łaciata krowa. Wypasiona, bardzo zdrowa, czarno-biała łąk królowa. Żując trawę mokrym pyskiem, tak muuuczała nad pastwiskiem: – Jestem bardzo specyficzna, można rzec, geograficzna. Na mym boku, trochę wzdętym, mam łaciate kontynenty. Od ogona, aż po głowę, widać łaty wręcz światowe. Tak więc proszę, do mnie krówki, byczki, cielce i jałówki! Gdy tu do mnie wszyscy trafią, zajmiemy się... geografią. Przyszły Mućki i Krasule, Lole, Tole, byk Herkules. Przybyło ich całkiem sporo, tak na oko – piętnaścioro. Nasza krowa stoi w tłumie i tłumaczy, tak jak umie: – Spójrzcie grzecznie na tę mapkę, zaraz lądy wskażę kwiatkiem. Z lewej strony, tuż przy głowie, Ameryki mam ja obie. Tam, gdzie język głośno mlaska, z zimna trzęsie się Alaska. Mocno trzyma się równika czarna i wielka Afryka. Nad nią trochę mniejsza kropa: – Co to? Aaa! To Europa! Z prawej strony doczepiona – Azja – dumna jak matrona. A przy samiuteńkim zadzie łatą się Japonia kładzie. Zaś na brzuchu, przy wymionach, Antarktyda zamrożona. Gdy mnie doją – na ochłodę – leci ze mnie mleko z lodem. Jeszcze gdzieś na krańcu świata schowała się mała łata. Australia zagubiona mocno trzyma się ogona. Lekcja trwała do wieczora, aż dojenia przyszła pora. Wtedy cała rogacizna musiała to szczerze przyznać, że choć nie czytała ksiąg i nie opuszczała łąk, to poznała wielki świat, z tych wspaniałych, czarnych łat. ^ powrót Mądra sowa z Chotomowa Jest na dębie koło Bracka Kancelaria adwokacka. Mądra ją prowadzi sowa, Co przybyła z Chotomowa. Sowa siwa, bardzo stara (dziób w drucianych okularach) Siedzi sobie i orzeka, A kolejka chętnych czeka. – Puk! Puk! – Proszę! Wchodzi zając I – uszami wywijając – pyta: – Czy ja mogę Przebiec niedźwiedziowi drogę? Sowa myśli, każe czekać. Za zajączkiem myszki wchodzą I od progu się rozwodzą: – Bo bóbr ciągle ścina drzewa, Rzeka norki nam zalewa! Sowa myśli, każe czekać. Siedzi sowa zamyślona, A tu do niej frunie wrona. – Droga sowo, na me dzieci, Sroka kradnie, co się świecie! Sowa myśli, każe czekać. Wtem do dziupli wydra wpada I na krzesło szybko siada. – Moja sowo, łubu-dubu, Żaba nie chce oddać długu! Sowa myśli, każe czekać. Wchodzi wilk i pomrukuje, Wielką łapą się wachluje. – Mądra sowa, nie żartuję, Lis w warcaby oszukuje! Sowa duma: – Chociaż myślę, Nic mądrego nie wymyślę. Bo czy jest na świecie rada, Aby zmienić w mig sąsiada? Za klientem drzwi zamknęła, Tak myślała, aż usnęła. Bo to była mądra sowa, Sowa rodem z Chotomowa. ^ powrót Marzenia Dzieci lubią mieć marzenia, Chcą, by były do spełnienia. Każde w głowie ma guziczek, Taki mały żółty pstryczek, Co im świat piękniejszym czyni, Od Krakowa aż do Gdyni. Krzysio chciałby być pilotem. Pstryk – już lata samolotem. Ewa chce lekarzem zostać. Pstryk – już w białym kitlu postać. Kosmonautą chce być Jurek. Pstryk – i pędzi w kosmos, w górę. Lecz są również takie dzieci, Którym słońce słabiej świeci. Jacek, co ma chorą nogę, Chciałby dosiąść hulajnogę. Julia, która słuch ma słaby, Chce usłyszeć szelest trawy. Ale wszystkie ich marzenia, Są z tym pstryczkiem do spełnienia. No, więc śmiało, przekręć pstryczek, A nuż właśnie dziś guziczek W świat twych marzeń cię zabierze – Będziesz zdrowy bohaterze! ^ powrót Mole książkowe W bibliotece w mojej szkole konferencję mają mole. Lecz nie te, co wełnę jedzą, ale te, co w książkach siedzą. Co się za mądrzejsze mają, bo o świecie wciąż czytają. Górną półkę dziś zajęły i zebranie rozpoczęły. – Proszę molej społeczności! Witam bardzo wszystkich gości! Dzisiaj – wszyscy o tym wiemy – „Książkę Roku” wybierzemy. Setka moli przyleciała, podzielone zdania miała. Każdy inną książkę lubi, przeczytaniem jej się chlubi. – Ja głosuję na bajeczki, nie znam lepszej tu książeczki. Inny woli kryminały, co je czytał miesiąc cały. Baśnie! Wiersze! I powieści! Ten mól krzyczy. Tamten wrzeszczy. Zamieszanie się zrobiło, siedem moli się pobiło. Wtem na obiad ktoś zadzwonił, bijatykę tym rozgonił. Gdy do stołu mole siadły, to... kucharską książkę zjadły. ^ powrót Mróz Jechał, jechał, zimą mróz, Biały śnieg na saniach wiózł. Jechał, jechał, mróz saniami, Sypał na dół śnieg szuflami. Tu nasypał, tam dosypał: – Ma być zima znakomita! A gdy prószył naokoło, Opowiadał mi wesoło: – Sypać śnieg to ciężka praca, Dla fachowca, nie partacza. Trzeba wiedzieć, gdzie i kiedy, Aby nie narobić biedy. W Europie, na północy, Może padać w dzień i w nocy. Lecz zdziwiłyby się smyki, Gdyby śnieg wpadł do Afryki. Dzieci tam nie mają sanek, Nie wie nikt, co to bałwanek. Wprawdzie lwy tam noszą czapy, Ale mają gołe łapy. Jakby śnieg w Afryce prószył, To by słoniom zmarzły uszy! Ojej! Gdyby śnieg tam spadł, Czarny Ląd by z zimna zbladł! Tak więc, gdy przychodzi zima, Mróz porządek musi trzymać. Musi patrzeć, gdzie śnieg spada I do czyich nóżek pada. ^ powrót Ośla ławka Nad osiołkiem Długouchym Brzęczą przemądrzałe muchy. – Panie ośle, panie ośle, Niech pan dziecko do szkół pośle! Słucha muszek osioł stary: – One mają złe zamiary! Na co osłu jest czytanie Lub cyferek dodawanie. Na zielonej siedzi trawce, Albo kąpie się w sadzawce. Odkąd żyją te zwierzęta, Osła w szkole nie pamiętam! A sio, muchy! A sio, muchy! Jakem osioł Długouchy, Pragnę, by mój syn osiołek Całe życie był matołek! Ale muchy dalej brzęczą, Wciąż mu się nad głową kręcą. – Panie ośle, panie ośle, Niech pan malca do szkół pośle! Siedzi, myśli Długouchy: – Może racje mają muchy? W ucho drapie się ogonem: – Czy mam dziecko mieć szkolone? Zła tradycja jest rodzinna, Która braku wiedz winna. Chyba trawkę i sadzawkę Zmienię mu na „oślą ławkę”! ^ powrót Ośmiornica W morzu ośmiornica żyła, Co do ośmiu wciąż liczyła. Wielką głowę posiadała, No i osiem ramion miała. Na nich właśnie dodawała, Sumowała, przeliczała. W wodzie sklepik otworzyła, Nowy cennik wywiesiła. Przypłynęły dwa ślimaki: – Ile dziś kosztują raki? Kiedy cenę usłyszały, To obydwa zbaraniały. – Czy to słyszał ślimak jaki, By po osiem były raki? Cztery małże przypływają I skorupy zamawiają. – Stare cały rok nosimy, Ile za te zapłacimy? Strasznie się zdenerwowały, Kiedy „osiem” usłyszały. Konik morski galopuje: – Nowe siodło potrzebuję. Oraz uzdę i wędzidło, W tej wyglądam jak straszydło. Moja pani! Na ostrogi! Czemu sklep ten jest tak drogi?! – Hej, koniku! Hej, mięczaki! U mnie wynik zawsze taki. Osiem ramion obsługuje, Osiem złotych to kosztuje. Czy to suma, czy iloczyn, Czy iloraz, czy różnica, Dla mnie zawsze będzie osiem, Bo ja jestem ośmiornica. ^ powrót Pan Świat Co się z Panem Światem dzieje? Od tygodni się nie śmieje, ciągle chodzi, posapuje, czym tak bardzo się frasuje? – Jakąś dziwną mam chorobę, wciąż mnie swędzi, już nie mogę! Może lekarz mi podpowie, czemu drapię się po głowie? Medyk, który wszystko wiedział, gdy Świat zbadał, odpowiedział: – Jesteś taki niespokojny wtedy, kiedy trwają wojny. Pan Świat drapie się w przedziałek: – Nie chcę więcej armat, pałek! Zniszczyć czołgi, a pukawki, poprzerabiać na huśtawki! Jak mój krzyk nie poskutkuje, Azja w kącie wyląduje! Przez to ciągłe wojowanie znów ogarnia mnie drapanie. Skrobie się po lewym boku: – Niech no w końcu będzie spokój! Kiedy wojny są na świecie, to najbardziej cierpią dzieci! Muszę zmienić coś na mapie, bowiem stale gdzieś się drapię. Niech Afryka tak nie bryka, bo wyrzucę ją z równika. Już Afryka cicho stoi, bo się Pana Świata boi. Wszak on może ją dla kary, przenieść w zimne swe obszary. Od wybuchów pełno zgliszczy, co jest piękne, wojna niszczy. Przecież gdy to dzieci widzą, to się za dorosłych wstydzą! ^ powrót Plecy W nocy, kiedy smacznie spałam, Cichy głosik usłyszałam. Plecy me nie wytrzymały I tak z żalem powiedziały: – Wciąż na plecach leżysz w łóżku, Połóż się choć raz na brzuszku. My powietrza już nie mamy, My już ledwo oddychamy. Wszystkie mięśnie już nas bolą, Kto się przejmie naszą dolą? Wszyscy ludzie plecy mają, Ale rzadko o nie dbają. Ważne ręce, ważna głowa, A za plecy… tchórz się chowa. Kiedy w lustrze się przeglądasz, Swoich pleców nie oglądasz. Chociaż tyłem wciąż chodzimy, Świata z przodu nie widzimy, Na nas spada ciężar cały, Nieraz duży, nieraz mały. Bo tornister wszystkie dzieci zakładają gdzie? – Na plecy! „Na barana” tata nosi I o zgodę nas nie prosi. Czy to zimą, czy to wiosną, Ciągle krzyczą: – Plecy prosto! Wciąż słyszymy te uwagi: – Prostuj plecy boś koślawy! Przez sen żali tych słuchałam, A raniutko kiedy wstałam, To swe plecy z wielkim trudem, Lecz z szacunkiem podrapałam. ^ powrót Ploteczki Spotkały się na ploteczki Dwie kumoszki – poduszeczki. Większa się pod boki wzięła I trajkotać tak zaczęła: – Droga poduszko! Droga poduszko! Szepnę coś pani zaraz na uszko! Podobno wczoraj przyszła do łóżka, Nowa poduszka w kształcie serduszka. Różowy jasiek tak ją pokochał, Że teraz w kącie z miłości szlocha. Czy pani wie? Czy pani wie? Kołdra na pocztę wybiera się! Kupiła sobie wielką kopertę I list udaje – to niepojęte! No, a pierzyna?! Jest taka wstrętna! Wielka i gruba, strasznie rozdęta! Twierdzi, że żywi się tylko pierzem. Czy pani wierzy? Bo ja nie wierzę! A pies co z dworu do łóżka wpadł, Zostawił ślady brudnych psich łap. Bo z tego kundla to kawał drania, Ciągle tu szuka miejsca do spania. Jeszcze słyszałam, że koc ma smutki. Bo proszę pani, on jest za krótki! Jego na całe łóżko nie staje, On się po prostu tu nie nadaje! A prześcieradło jest tak leniwe, Że ciągle leży tak jak nieżywe. Nikt nie wie, czy jest takie zmęczone, Czy też dni jego są policzone? Gdy całe łóżko już obgadała, Do swej sąsiadki tak powiedziała: – Moja słodziutka? Czy pani słucha? Nadstawia ucho mniejsza poducha: – Pani coś mówi?! Bo jestem głucha! ^ powrót Rogal i bułka W pewnej piekarni, na górnej półce, rogal zakochał się w krągłej bułce: – Droga bułeczko, pszenna bułeczko, może zostaniesz moją żoneczką? Jestem jak księżyc, serce z nadzienia, ja spełnię wszystkie twoje życzenia. Lecz bułka na to, aż podskoczyła i rogalowi tak oświadczyła: – Mój zakrzywiony panie rogalu, być twoją żoną nie mam zamiaru, nigdy nie zejdą się nasze drogi, bom jest okrągła, a ty masz rogi. A w mej rodzinie nikt nie wybacza, gdy za mąż wyjdzie się za rogacza. Zresztą nie w głowie mi jeszcze dziatki, jestem za młoda na los mężatki. I poszła sobie w dal z przyjaciółką, smukłą i szczupłą paryską bułką, która to wieżę Eiffla widziała i na paryskich modach się znała. W piekarni bułek wybór niemały, zraniony rogal poszedł do chały: – Może ty, śliczna, rumiana chałko, zostaniesz mego życia rusałką? Chałeczka piękna, z kruszonką, słodka, szybciutko ślubny warkocz zaplotła: – O życiu z tobą od dawna marzę, z ochotą pójdę dziś przed ołtarze. Ślubu udzielił im pumpernikiel, bo w udzielaniu miał już praktykę. A co z bułeczką? – Sama, samiutka, leżała w koszu, aż całkiem uschła. Na stare lata stworzyła parę z pewnym sędziwym, twardym sucharem. I z nim prowadzi kłótnię zażartą, które z nich zetrą na bułkę tartą. ^ powrót Ręce Na spacerze ręka mała Dużą rękę dziś spotkała. Paluszkami się splątały I tak sobie wędrowały. Mała piąstka w dłoni dużej Chce posiedzieć trochę dłużej. Bo się bardzo dobrze czuje, Gdy ją duża przytrzymuje. Trochę ślisko – rączka mała W dużej ręce się schowała. Przez ulicę przechodzimy – Małej samej nie puścimy. Duża myśli – jak przyjemnie, Gdy tak mała wierz we mnie. Jak to miło tak wędrować I się małą opiekować. A gdy miną długie lata, Posiwieje trochę tata, Dłonie znowu się spotkają – Młode stare przytrzymają. Trochę ślisko – ręka stara W młodej dłoni się spotkała. Przez ulicę przechodzimy – Starszej samej nie puścimy. Te spacery uczą nas, Że choć szybko mija czas, Nasze ręce się trzymają, Zawsze wtedy, gdy kochają. ^ powrót Sól i cukier Cukier kryształ z cukierniczki Zerkał wciąż na sól z solniczki. – Sól kamienna, jak ja biała, Jest na żonę doskonała! Muszę tylko się przekonać, Czy za bardzo nie jest słona. Zamknął w swoim domku drzwiczki I zapukał do solniczki. – Może razem się spotkamy, Wtedy lepiej się poznamy? Sól fuknęła oburzona: – Ja się czuję obrażona! Sól i cukier?! Wykluczone! Lubię tylko to, co słone! Proszę w domu mym nie gościć, Bo mam od słodyczy mdłości. Niech pan lepiej, panie cukrze, Z jajkiem kogel-mogel utrze. Wrócił cukier zrozpaczony, Solą trochę przyprószony. Myśli sobie bardzo smutny: – Czemu los jest tak okrutny? Wszyscy mówią – cukier krzepi, A sól każe się odczepić. Z tego smutku tak skamieniał, Że się w kostki pozamieniał. ^ powrót Stonka w japonkach Na kartoflisku pasiaste stonki jadły ziemniaki w noce i w dzionki. Pałaszowały liście, łodygi, jedna przez drugą, jak na wyścigi. Wśród nich znalazła się jedna taka, która straciła chęć na ziemniaka. Przestała robić z liści koronki i powiedziała do innej stonki: – Wczorajszej nocy mi się przyśnił, daleki Kraj Kwitnącej Wiśni. Dlatego dietę swą odmienię, liście kartofli na ryż zamienię. Jak powiedziała, tak też zrobiła, wczasy w Japonii wykupiła. Tydzień żegnała familię liczną, wzięła do ręki walizkę śliczną. I opuściła swe kartoflisko, szybko udając się na lotnisko. Stamtąd bez zbędnej ceremonii, skoczyła w górę – hop! – do Japonii. Tam odnalazła pole ryżowe, gdzie rozpoczęła swe życie nowe. W liście rodzince pokłony słała i tak swą podróż opisywała: – Zaczęłam nosić w paski kimono, zostałam też samuraja żoną. Codziennie rano, przed śniadaniem, z wiśni układam ikebanę. Pochwalę się też, z wielką dumą, że wieczorami trenuję sumo. Do tego, jako jedyna stonka, nad ryżowiskiem fruwam w japonkach. Lecz oczy wyszły mi ze zdumienia, kiedy dostałam ryż do jedzenia, Obok okrągłej ryżu miseczki, nie było łyżki, tylko pałeczki. Jeść pałeczkami – sztuka nie lada – już, już, mam łykać – pac! – wszystko spada. I chociaż nimi wciąż wymachuję, w brzuchu mam pusto, sił mi brakuje. Cóż dalej robić? Rada nierada, chyba powrócę do swego stada. W japonkach, głodna, dam stąd drapaka, do kraju... Kwitnącego Ziemniaka. Niech dla każdego, kto przygód szuka, z mojej historii płynie nauka: – Jeśli chcesz zwiedzać dalekie kraje, znaj panujące tam obyczaje. ^ powrót Szklanka przechwalanka Szklanka koło kubka stała I się przed nim przechwalała: – Jestem piękna, przezroczysta, Z dala widać jaka czysta. Pijesz soczek, czy maślankę, Widzisz kolor poprzez ściankę. We mnie można się przeglądać I odbicie swe oglądać. Moje boczki lśnią w słoneczku – Co ty na to mój kubeczku? Kubek nic nie odpowiada, Szklanka dalej opowiada. Jest tak pewna swej wyższości, Że ją spokój kubka złości. – Och ty kubku! Ty szczerbaty! Co masz ucho jak słoń jakiś. Jesteś gruby i bez wdzięku! Kto cię zechce trzymać w ręku? Brzuch wydęty, brzydki szlaczek, A nad szlaczkiem misia znaczek. Tak ze złości go popchnęła, Że ze stołu w dół zepchnęła. Sama za nim także spadła I na drobne się rozpadła. Kubek stracił tylko ucho, A ze szklanką… strasznie krucho. ^ powrót Szop pracz Szop urządził w piątek pranie, Które zaczął namaczaniem. Wsypał proszku do miseczki, Zaniósł miskę, aż do rzeczki. A w sobotę, tuż nad ranem, Zaczął wielkie szorowanie. Bardzo mocno tarł skarpety, Stare palto, dwa berety. Kurtkę, szalik, rękawiczki, Żółty sweter i trzewiczki. Prał poduszki i dywany – Cały dom był już uprany. Ale szop od nowa pierze, Bo dla niego jest nieświeże. Znowu pierze swe skarpety, Stare palto, dwa berety. Kurtkę, szalik, rękawiczki, Żółty sweter i trzewiczki. Po tygodniu szorowania, Wszystko dziury ma od prania. Siedzi pracz i medytuje: – Ja majątek swój zmarnuję! Muszę pralnię tu otworzyć, Aby mieć co w ręce włożyć. Takie czuję powołanie, Żeby ciągle robić pranie. Szop ma czystość w charakterze, Czego dotknie, zaraz pierze. To co wpadnie w jego łapy, Zanim trafi na dno szafy, Pięknie musi być uprane, Potem zaś uprasowane. ^ powrót Śledź Czy ktoś może mi powiedzieć, czemu śledzie żyją w biedzie? Czy ktoś może zna przyczynę, czemu śledź ma smutną minę? Ja chcę dzisiaj to wyjaśnić, bo słyszałam w rybnym właśnie, że śledź chodzi zły i słony, bo nie może znaleźć żony. Zapytałam ryb wszelakich: – Może znacie sposób jakiś, aby taki biedny śledź, mógł jak inni żonę mieć. Może jakaś zacna ryba chętnie się za śledzia wyda? I zostanie jego żoną, tą wyśnioną, wymarzoną. Okoń stanął mi okoniem: – Nie chcę iść za śledzia żonę! Pani wzdręga się wzdrygnęła: – Śledź tak śmierdzi – odburknęła. Usłyszałam u makreli: – Może tak za sto niedzieli? Krótko mi odparła flądra: – Na krok taki jam za mądra. Pani dorsz się nadorszyła, i się na mnie obraziła. Ciężka sprawa u tuńczyka: – Ślubów wszelkich ja unikam. Czule rzekła mała płotka: – Śledź jest słony, a ja słodka. Gdy zaczęłam: – Drogi sumie... – udał, że nic nie rozumie. No więc pytam: – Drogie dzieci, może wy mi podpowiecie, co tu zrobić, aby śledź, mógł jak inni żonę mieć? ^ powrót Trzepaczka Na trzepakach, przed świętami, Spotykają się dywany. Małe, duże, kolorowe, Marzą, aby być jak nowe. Przybywają też chodniki, Żeby ćwiczyć tu wymyki. Stoją w kącie koło murka I te z wełny, i ze sznurka. Wtem ze strachu wszystkie zbladły, Grzywki z frędzli im opadły. Przed czym trzęsą się jak liście? Przed trzepaczką oczywiście! A trzepaczka – chuda, stara, Podrapana jak maszkara – Już podwija swe rękawy I zabiera się do sprawy. – Wszystkie macie się kołysać, Z najwyższego drążka zwisać! Do wieczora – zgodnie z planem – Zostaniecie wytrzepane! Szepnął trzepak do chodnika: – Dobrze radzę, niech pan zmyka. Przecież zaraz ta potwora Będzie bić cię po twych wzorach! Na to chodnik wystraszony, Czarnym błotem wybrudzony: – Już nie zdążę drogi panie, Jak nic dziś dostanę lanie. A trzepaczka zamach wzięła. Łup! Łup! Buch! Buch! I do dzieła! Co się wtedy dziać zaczęło, Jakby słońce gdzieś umknęło. Kurzu wzniosły się tumany, Zemdlał chodnik w czarne plamy, Dywan zaczął lament wielki W nerwach skubał swe frędzelki. Inny kurzem się zakrztusił, Mały włos, by się udusił. Lecz trzepaczka – buch go w plecy – Me klepnięcie kaszel leczy! Bach! Bach! Bach! Buch! Buch! Buch! – Brud to mój największy wróg. W swojej pracy nie ustała, Wszystkie pięknie wytrzepała. ^ powrót Waga Uwaga! Uwaga! Stoi w lesie waga! Dziś ważyć wszystkich będzie, Ktokolwiek tu przybędzie! Przyleciały dwa motylki, By wytchnienia szukać chwilki. Na brzegu szali siadają I panią wagę pytają: – Czy to dobrze u motyli, Aby ważyć tyli, tyli? – Panie zbyt się odchudzają, Panie ciała nic nie mają! Tylko czułki i skrzydełka, To figura wszak niewielka. Gdy nektaru więcej zjecie, Wtedy ważyć coś będziecie. Trzy króliki przykicały, Swoją wagę sprawdzić chciały. – Marchew cały dzień chrupiemy, Czy za dużo nie tyjemy? – Ależ skądże! Marchew zdrowa! Gotowana czy surowa. Ciągle marchew jeść możecie, Mieć nadwagi nie będziecie. Armia mrówek przechodziła, Przy okazji się zważyła. Phi!!! – krzyknęła pani waga. Toż to dla mnie jest zniewaga! Przecież gdy was podzielimy I osobno dziś zważymy, To niewiele każda waży, Chyba, że się grubas zdarzy. Wciąż przychodzą tu cherlaki, Czy się zjawi tłuścioch jakiś? Ja dziś wielką mam odwagę! Niech ktoś cięższy sprawdzi wagę! Drogą słonie wędrowały. Ile ważą? Nie wiedziały. Kiedy wagę zobaczyły, Zważyć się postanowiły. Waga pod słoniami jęczy, Każda śrubka już w niej brzęczy, Strzałka w pałąk się wygina, Koniec skali... trzask sprężyna! Słonie cicho zapytały, Jaką wagę dzisiaj miały? – Czte-ry to-ny – wydukała I się cała rozsypała. ^ powrót Zakochane parasole W kawiarni „Pod deszczykiem”, Przy kawiarnianym stole, Usiadły zakochane, Zwyczajne parasole. Parasol ma garnitur Brązowy w jasne prążki, Pod szyją ciemną muchę I w rękawiczkach rączki. Zaś jego ukochana W czerwonej jest sukience, U góry ma falbankę I duży wachlarz w ręce. Zamówią dziś herbatkę I zjedzą po wuzetce, To, co im poda kelner, Postawią na serwetce. Muzyki posłuchają, Potańczą też troszeczkę, Aż pan parasol powie: – Chcę z ciebie mieć żoneczkę I małe parasolki – chłopczyka i dziewczynkę. A pani parasolka Niewinną zrobi minkę. I kiedy już wyznają, Jak bardzo się kochają. To wyjdą przytulone, Pogodę za nic mając. Bo każda parasolka Czuć musi się bezpiecznie, Gdy pan parasol czuwa W dni słotne i słoneczne. ^ powrót Zaraz To dopiero jest ambaras, w naszym domu mieszka – „Zaraz” Nie zarazek i nie wirus, tylko „Zaraz” nam tu wyrósł. Kiedy mama prosi dzieci, by wyniosły szybko śmieci, to wychodzi ta poczwara i od razu słychać: – ZARAZ Kiedy zaś o lekcje pyta (choć to sprawa pospolita), to przez pokój się przewala, mamroczące cicho: – ZARAZ Azor w pysku smycz już trzyma: – Chcę na spacer, nie wytrzymam! Znów pojawia się maszkara, oczywiście mówiąc: – ZARAZ Jest tych „zaraz” w domu chmara, ciągle słychac; „Zaaaraz”, „Zaaaraz” „Zaaaraz” to i „Zaaaraz” tamto, „Zaaaraz” siamto i owamto. Ale co by wtedy było, gdyby „Zaaaraz” zawróciło i na nasze zapytanie: – Czy gotowe jest śniadanie? – Czy uprasowane spodnie? Mama nam przez dwa tygodnie dzień po dniu mówiła: – ZARAZ To by dla nas był ambaras! ^ powrót Zebra Przyszła zebra do malarza. – Moja barwa mnie przeraża! Dłużej już tak być nie może, Ktoś zapomniał o kolorze! Chociaż jestem jeszcze mała, Nie chcę być wciąż czarno-biała. Wizerunek zmienić muszę, W czarnych pasach już się duszę Chcę mieć smugi kolorowe, Tu niebieskie, tam różowe. Mam być pięknie ubarwiona, Jak papuga, nie jak wrona. Grzywkę proszę na czerwono, A kopytka na zielono. Zaś ogonek, choć cieniutki, W kolorowe chcę mieć nutki. Malarz szybko zjadł śniadanie, Zaczął zebry malowanie. Lecz się bardzo denerwował I ją w kratę pomalował. Ale czy to być tak może? Widział zebrę ktoś w kolorze? I do tego w szkocką kratkę, Jak spódniczkę czy makatkę? ^ powrót Żabka Mania spod Poznania Żabka Mania spod Poznania chce mistrzynią być pływania, lecz przypadłość ma dość rzadką, nie potrafi pływać żabką. Ani pieskiem, ni motylkiem, jak na plecach, to przez chwilkę. Powiem wam dziś tylko tyle, że nie dla niej są te style. Skarży się więc wszystkim żaba, pochlipując opowiada: – Chociaż ćwiczę wciąż uparcie, topię się na samym starcie. Cóż, żem zwinna, cóż, żem zgrabna, urodziwa i powabna? Zamiast płynąć wpław swobodnie, to ja ciągle chodzę po dnie. Lamentują w stawie żaby: – Czy kto słyszał kiedyś, aby piękny oraz zwinny płaz zamiast płynąć, po dnie lazł? Żaba zdrowa, tak jak ryba, a nie umie w wodzie pływać?! Kum, kum, rabe, kum, kum, rabe, kto nauczy pływać żabę? Już najwyższa przyszła pora, znaleźć Mani instruktora, który w mig nauczy ją, jak ma wpław przemierzać toń. W leśnym stawie, już od rana, zamówiły kurs pływania. Ratownika widok żaby, można rzec, do łez rozbawił. Rozrechotał się ze śmiechu: – Rech, rech, rechu, rech, rech, rechu! A gdy już powstrzymał śmiech, to w te słowa do nich rzekł: – Nasza mała żabka Mania nie nauczy się pływania. Niepotrzebny jest wasz lament, gdyż to... żabka do firanek. ^ powrót Żelazko Płynie żelazko po wodzie w kwiatki, Płynie szybko i gładzi bratki. Płynie żelazko po wodzie w pasy, Płynie z Gdańska do Mombasy. Wiatrem się wcale nie przejmuje, Kraciaste grzywy – hop! – przeskakuje. Bałwany dzisiaj są kolorowe: Niebieskie, żółte i fioletowe. A gdy przepłynie, spokój nastaje, Giną gdzieś wszystkie wzburzone fale. Woda się staje spokojna, gładka – Bo to koszulka jest wujka Tadka. Płynie przed siebie, robiąc zakręty, Burzy wciąż morza ciemne odmęty. Zwiedzając porty w zatokach wielkich, Wypluwa z siebie wody bąbelki. Silnik ma bardzo, bardzo gorący, Na górze lampek pięć migających. Parowiec lśniący jest i błyszczący, Parą od dołu wciąż buchający. Jest na nim mostek dowodzenia, Na którym nigdy załogi nie ma. Ma tylko tatę – kapitana, Co rano wziął się do prasowania. ^ powrót Mefistofeles swoimi słowami "jam jest tej siły czastka drobna, co zawsze zzlego chce i zawsze sprawia dobro" sklania nas do refleksji. Jezeli by sie glebiej zastanowic, biorac pod uwage przyklady podane w powyzszej pracy, mozna stwierdzic iz czlowiek sam w sobie ma cos ze zlej istoty. Misie dwa Ty i ja, ty i ja, ty i ja Misie szare, misie szare obydwa I kochają się te misie, przytulają swoje pysie Misie szare, misie szare obydwa. sł. i muz. A. Gniady & Marcyś. Jam jest ziemia, co podpiera stopy C G Jam jest wiatr, co rozwiewa włosy a F G Jam jest deszcz, co obmywa twarz Jam jest słońce, co wysusza skórę Jam jest nic i wiele Jam jest ten, co płacze i ten co się śmieje On jest ciepłem, co rozgrzewa ciało On jest chmurą, co osłania mnie On jest mgłą, co

Monika i Michał Data: 28-08-2021 Miejscowość: Mrągowo I w księżycowym blasku promieni, Rwąc kwiaty marzeń na srebrnej mgle, Uwierzymy, żeśmy sercem złączeni, W pierwszej miłości rozkosznym śnie. 1. Gdzie się podziały1. Gdzie się podziały, tamte wieczory, i te słoneczne poranki, Com się nachodził z wieczór na wieczór, Do swojej lubej kochanki. 2. Ona mi dała koszyczek malin, A ja jej róży na wianek, Ona mi rzekła z całego serca, Tyś mój najmilszy kochanek. 3. Konisie drżały, sianka nie miały, W tej małej białej stajence, Jam im jeść nie dał i nie napoił, Bom się zakochał w panience. 4. Oj żegnaj, żegnaj, luba dziewczyno, Bo ja już więcej nie wrócę, Przy pożegnaniu łzy ci popłyną, Jeszcze ci piosnkę zanucę. 5. Piosnkę zanucę, jeszcze raz spojrzę, Na twe niebieskie oczęta, Bo moje serce czuje i szepce, Że pozostaniesz nietknięta. 6. Maszyna gwiżdże, sygnał podaje, A mnie już kują w kajdany, Leśne ptaszęta wdzięcznie śpiewają, Na morzu biją bałwany. 7. Wyszła na wzgórze, pod gołe niebo, I tak się mocno w pierś swoją bije, Ach Boże, Boże, skróć życie moje, Niech ja już dłużej nie żyję. 2. Gdzie strumyk płynie z wolna - stokrotka1. Gdzie strumyk płynie z wolna, Rozsiewa zioła maj Stokrotka rosła polna, a nad nią szumiał gaj 2. W tym gaju tak ponuro Że aż przeraża mnie Ptaszęta za wysoko, a mnie samotnej źle 3. Wtem harcerz idzie z wolna "Stokrotko witam Cię, Twój urok mnie zachwyca Czy chcesz być ma czy nie? 4. Stokrotka się zgodziła I poszli w ciemny las A harcerz taki gapa Że aż w pokrzywy wlazł 5. A ona, ona, ona Cóż biedna robić ma? Nad gapą pochylona I śmieje się ha ha 3. Głęboka studzienka1. Głęboka studzienka, głęboko kopana, A przy niej Kasieńka jak wymalowana. 2. Przy studzience stała, wodę nabierała, O swoim Jasieńku kochanku myślała. 3. Głęboka studzienka czy mam do cię skoczyć, Za moim Jasieńkiem co ma czarne oczy. 4. Gdybym cię Jasieńku, w wodzie zobaczyła, To bym ja za tobą do wody skoczyła. 5. Naprzód bym wrzuciła ten biały wianeczek, Com tobie uwiła ze samych różyczek. 6. Ale ja nie wskoczę bo jest za głęboka, Daleko jest do dna i zimna tam woda. 7. Ucałuję listek szeroki, dębowy, Razem z pozdrowieniem wrzucę, go do wody. 8. Zanieść go studzienko do Jasieńka mego, Pozdrów go ode mnie - ja czekam na niego. 4. Hahary1. Stare baby powiadały, że Hahary wyzdychały Ref. A Hahary żyją i gorzołe piją Z góry spoglądają, wszystkich w nosie mają 2. A mój dziadek był fryzjerem golił ludzi glanc papierem ciocia z Ciechocinka robi siusiu co godzinka godzinka, co momencik, bo mom mały instrumencik 5. Jedna baba drugiej babie wsadziła do oka grabie 6. Baba krzyczy, baba wrzeszczy a grabisko w oku trzeszczy 7. Jak jej grabie wyciągali to jej oko rozerwali 8. A mój wujek był górnikiem kopoł węgiel scyzorykiem 9. Nasypali babci soli niech się babcia odpinkoli 5. Hej , tam pod lasemHej , tam pod lasem coś błyszczy z dala , Banda Cyganów ogień rozpala . Bum stradi radi , Bum stradi radi , Bum stradi radi u ha , ha! Bum stradi radi , Bum stradi radi , Bum stradi radi bum ! Ogniska palą , strawę gotują , Jedni śpiewają , drudzy tańcują . Bum stradi radi , Bum stradi radi ? Co wy za jedni i gdzie idziecie ? My rozproszeni po całym świecie . Bum stradi radi , Bum stradi radi ? Cygan bez roli , Cygan bez chaty , Cygan szczęśliwy , choć niebogaty . Bum stradi radi , Bum stradi radi ? Cygan nie sieje , Cygan nie orze , Gdzie Cygan spojrzy - tam jego zboże . Bum stradi radi , Bum stradi radi ? 6. Hej bystra woda. bystra wodziczkaHej bystra woda. bystra wodziczka, pytało dziewczę o Janicka. Hej lesie ciemny, wirsku zielony, Ka mój Janicek umilony? Hej lesie ciemny, wirsku zielony, Ka mój Janicek umilony? Hej mój Janicku, miły Janicku, nie chodź po orawskim chodnicku. Hej dość ty żeś już nagnał łowiecek, ostań przy dziewczynie kolkowiecek! Hej dość ty żeś już nagnał łowiecek, ostań przy dziewczynie kolkowiecek! Hej powiadali, hej powiadali, hej ze Janicka porąbali. Hej porąbali go Orawiany, hej za łowiecki, za barany. Hej porąbali go Orawiany, hej za łowiecki, za barany. Hej dziewce szlocha, hej dziewce płacze: już ze Janicka nie obace. U orawskiego zamecku ściany Leży Janicek porubany. U orawskiego zamecku ściany Leży Janicek porubany. Hej Madziar pije, hej Madziar płaci, Hej u Madziara placom dzieci, Hej placom dzieci, hej płace żona, Hej że Madziara nima doma. Hej placom dzieci, hej płace żona, Hej że Madziara nima doma. Hej dolom, dolom, od skalnych Tater Hej poświstuje halny wiater, Hej poświstuje, hej ciska bidom, Hej po dolinach chłopcy idom. Hej poświstuje, hej ciska bidom, Hej po dolinach chłopcy idom 7. Hej szalała szalała 2Hej szalała szalała, Hej rybecka za wodą Ale jo nie bede,ale jo nie bede Hej chłopoku za tobą Ale jo nie bede, ale jo nie bede Hej chłopoku za tobą. Hej szalała szalała, Hej bo sie jej pić chciało Ale jo nie bede, ale jo nie bede Hej bo chłopców niemało. Ale jo nie bede, ale jo nie bede Hej bo chłopców niemało. Hej z kamienia na kamień, Hej przeskakuje srocka Tego chłopca kochom, tego chłopca kochom Hej co mo corne łocka. Tego chłopca kochom, tego chłopca kochom Hej co mo corne łocka. 8. Hej wesele!Głos kapeli gdzieś z daleka wiatr przywiewa. Dźwięk harmonii niosło echo śpiewnie tak. Młodej Parze gości tłum, sto lat odśpiewał. Jakie życie Młodym los przekorny da? Wesele! Hej wesele, hej wesele, tańcowało. I grało i śpiewało ile tchu. Dla tego weseliska było ziemi mało I nawet nieba mało było mu. Dla tego weseliska było ziemi mało I nawet nieba mało było mu. Pannie pięknie było w wianku i w welonie. Dziś obrączki połączyły losy dwa. Ksiądz zaś stułą i przysięgą związał dłonie, Więc kapela niech wesoło dzisiaj gra. Wesele! Hej wesele, hej wesele, tańcowało. I grało i śpiewało ile tchu. Dla tego weseliska było ziemi mało I nawet nieba mało było mu. Dla tego weseliska było ziemi mało I nawet nieba mało było mu. Wesele! Hej wesele, hej wesele, tańcowało. I grało i śpiewało ile tchu. Dla tego weseliska było ziemi mało I nawet nieba mało było mu. Dla tego weseliska było ziemi mało I nawet nieba mało było mu. 9. Hej, SokołyHej, tam gdzieś znad czarnej wody, siada na koń ułan młody, czule żegna się z dziewczyną, jeszcze czulej z Ukrainą. Hej, hej, hej, sokoły, A omijajcie góry, lasy, doły, dzwoń, dzwoń, dzwoń, dzwoneczku, mój stepowy skowroneczku, Hej, hej, hej sokoły, A omijajcie góry, lasy, doły, dzwoń, dzwoń, dzwoń, dzwoneczku, mój stepowy dzwoń, dzwoń, dzwoń! Pięknych dziewcząt jest niemało, lecz najwięcej w Ukrainie, tam me serce pozostało, przy kochanej mej dziewczynie. Hej, hej, hej, sokoły... Ona biedna tam została, przepióreczka moja mała, a ja tutaj w obcej stronie, dniem i nocą tęsknię do niej. Hej, hej, hej, sokoły... Żal, żal, za dziewczyną, za zieloną Ukrainą, żal, żal, serce płacze, już jej więcej nie zobaczę Hej, hej, hej, sokoły... Wina, wina, wina dajcie, a jak umrę pochowajcie na zielonej Ukrainie przy kochanej mej dziewczynie. 10. Hej, hej ma takiej wioski, nie ma takiej chatki, Gdzie by nie kochały ułana mężatki. Hej, hej ułani, malowane dzieci, Niejedna panienka za wami poleci. Hej, hej ułani, malowane dzieci, Niejedna panienka za wami poleci. panienka i niejedna wdowa, Zobaczy ułana, kochać by gotowa. Hej, hej ułani, malowane dzieci, Niejedna panienka za wami poleci Hej, hej ułani, malowane dzieci, Niejedna panienka za wami poleci umierała, jeszcze się pytała, Czy na tamtym świecie, ułani będziecie? Hej, hej ułani, malowane dzieci, Niejedna panienka za wami poleci. Hej, hej ułani, malowane dzieci, Niejedna panienka za wami poleci 11. Hiszpańskie dziewczynyŻegnajcie nam dziś, hiszpańskie dziewczyny, Żegnajcie nam dziś, marzenia ze snów, Ku brzegom angielskim już ruszać nam pora, Lecz kiedyś na pewno wrócimy tu znów. 2x Ref.: I smak waszych ust, hiszpańskie dziewczyny, W noc ciemną i złą nam będzie się śnił. Leniwie popłyną znów rejsu godziny, Wspomnienie ust waszych przysporzy nam sił. Niedługo ujrzymy znów w dali Cape Deadman I Głowę Baranią sterczącą wśród wzgórz, I statki stojące na redzie przed Plymouth. Klarować kotwicę najwyższy czas już. 2x Ref. I znów białe żagle na masztach rozkwitną, Kurs szyper wyznaczy do Portland i Wight, I znów stara łajba potoczy się ciężko Przez fale w kierunku na Beachie, Fairlee Light. 2x Ref. Zabłysną nam bielą skał zęby pod Dover I znów noc w kubryku wśród legend i bajd. Powoli i znojnie tak płynie nam życie Na wodach i w portach przy South Foreland Light. 2x Ref.: 12. I to i owoRazu pewnego ja się wybrałem, Piękną dzieweczkę ja zapoznałem Z początku miała minę surową, Lecz ja jej rzekłem i to i owo. I to i owo i tu i tam, A co jej rzekłem nie powiem wam. A ja jej rzekłem miła dzieweczko, Chodź usiądziemy sobie nad rzeczką, Potem pojedziesz łódką sportową I zobaczymy i to i owo. I to i owo i tu i tam, Co zobaczymy nie powiem wam. Ledwie dzieweczka do łódki wsiadła, Ruszyła wiosłem, do wody wpadła, Nogami w górę, a na dół głową, I zobaczyłem i to i owo I to i owo i tu i tam, Co zobaczyłem nie powiem wam. A, że ja byłem chłopak morowy, To wyciągnąłem dzieweczkę z wody, Wszystko mi dała, daję wam słowo, nawet mi dała i to i owo. I to i owo i tu i tam, Co mi dała nie powiem wam 13. Idzie dyscIdzie dysc, idzie dysc, idzie sikawica /x2 Uleje usiece, uleje usiece, uleje usiece Janickowe lica /x2 Nie lyj dyscu, nie lyj, bo cię tu nie trzeba /x2 Łobyjdź lasy góry, łobyjdź lasy góry, łobyjdź lasy góry zawróć się do nieba /x2 Idą chłopcy z wojny, idą chłopcy z wojny, już są przy Dunaju /x2 Już se spozirają, już se spozirają, już se spozirają do swojego kraju /x2 14. Jak szybko mijają chwile1. Upływa szybko życie, jak potok płynie czas, Za rok, za dzień, za chwilę, razem nie będzie nas. /x2 2. I nasze młode lata popłyną szybko w dal, A w sercu pozostanie tęsknota, smutek, żal. /x2 3. O, jeszcze młodość nasza, jakże szczęśliwi my, O, niech przynajmniej teraz nie płyną gorzkie łzy. /x2 4. Choć pamięć o nas zginie, już za niedługi czas, Niech piosnka w dal popłynie, póki jesteśmy wraz. /x2 5. A jeśli losów w koło złączy zerwaną nić, Będziemy znów pospołu śpiewać, marzyć i śnić. /x2 6. Powstaną nowe rzeki i setki nowych gwiazd, Za rok, za dzień, za chwilę razem nie będzie nas. /x2 7. A w mej pamięci wiernej wzięliśmy w obcy świat Kochane, jasne twarze przyjaciół z dawnych lat. /x2 15. Jarzębino czerwonaZapadł cichy wieczór, już ucichł wiatru wiew. Gdzieś w oddali płynie harmonii tęskny śpiew. Biegnę wąską dróżką, co pośród gór się pnie. Tam pod jarzębiną dwóch chłopców czeka mnie. Jarzębino czerwona, któremu serce mam dać? Jarzębino czerwona, biednemu sercu radź. Jeden dzielny tokarz, a drugi kowal zuch. Cóż mam biedna robić, podoba mi się dwóch. Obaj tacy mili i każdy dzielny zuch. Droga jarzębino, którego wybrać - mów. Jarzębino czerwona, któremu serce mam dać? Jarzębino czerwona, biednemu sercu radź. Tylko jarzębina poradzić może mi. Ja nie mogę wybrać, choć myślę tyle dni, Przeszła wiosna, lato, już jesień zlotem lśni. Już się ze mnie śmieją dziewczęta z całej wsi. Jarzębino czerwona, któremu serce mam dać? Jarzębino czerwona, biednemu sercu radź. 16. Jestem młoda wdowaJestem młoda wdowa, za mąż wyjść gotowa, Za młodego męża, który się napręża. Bo serduszko moje nie da mi spokoju, Jeśli chcesz to już, Dzisiaj zaręczyny jutro ślub. Ośmiu mężów miałam, bardzo ich kochałam, Oni chociaż mili krótkowieczni byli. A serduszko moje w ciągłym niepokoju, Błagam ty coś zrób żebym mogła mieć kolejny ślub. A zaraz po ślubie zrobię to co lubię, Ze mną silny smoku przeżyjesz pół roku, Bo serduszko moje nie da ci spokoju. Potem wpadniesz w grób, Ja następny za to wezmę ślub! 17. Kawa, kawa, kawa musi byćKawa, kawa, kawa musi być, jak nie ma kawy, nie ma zabawy. Kawa, kawa, kawa musi być. Piwo, piwo, piwo musi być, jak nie ma piwa głowa się kiwa. Piwo, piwo, piwo musi być. Wino, wino, wino musi być, jak nie ma wina smutna dziewczyna. Wino, wino, wino musi być. Wódka, wódka, wódka musi być, jak nie ma wódki to rozum krótki. Wódka, wódka, wódka musi być. Para młoda, Para musi być, jak nie ma Pary puste puchary. Para młoda, Para musi być. Siano, siano, siano musi być, jak nie ma siana nie ma kochania. Siano, siano, siano musi być. Żona, żona, żona musi być, jak nie ma żony człowiek szalony. Żona, żona, żona musi być. Dziecko, dziecko, dziecko musi być, jak nie ma dziecka pomoc sąsiedzka. Dziecko, dziecko, dziecko musi być. Synek, synek, synek musi być, jak nie ma synka smutna rodzinka. Synek, synek, synek musi być. Córka, córka, córka musi być, jak nie ma córki to do powtórki. Córka, córka, córka musi być. 18. Komu dzwonią, temu dzwoniąKomu dzwonią, temu dzwonią, Mnie nie dzwoni żaden dzwon Bo takiemu pijakowi Jakie życie taki zgon, zgon, zgon. Księdza do mnie nie wołajcie, Niech nie robi zbędnych szop, Tylko ty mi przyjacielu Spirytusem głowę skrop, skrop, skrop. W piwnicy mnie pochowajcie, W piwnicy mi kopcie grób I głowę mi obracajcie Tam gdzie jest od beczki szpunt, szpunt, szpunt. W jedną rękę kielich dajcie, W drugą rękę wina dzban I nade mną zaśpiewajcie: Umarł pijak, ale pan, pan, pan. 19. Koło mego ogródeczkaKoło mego ogródeczka zakwitała jabłoneczka Bielusieńko zakwitała czerwone jabłuszka miała A któż mi je będzie zrywał kiej mi się mój Jaś mój pogniewał Pogniewał się nie wiem o co chodził do mnie nie wiem po co Chodził do mnie całą wiosnę czekał na mnie , aż urosnę Chodził do mnie całe lato dawałam mu buzi za to Chodził do mnie całą jesień puszczałam go dziurą przez sień Chodził do mnie całą zimę a teraz z tęsknoty ginę 20. LipkaZ tamtej strony jeziora Stoi lipka zielona A na tej lipce, na tej zielonieńkiej Trzej ptaszkowie śpiewają A na tej lipce, na tej zielonieńkiej Trzej ptaszkowie śpiewają Nie byli to ptaszkowie Tylko trzej braciszkowie Co się spierali o jedną dziewczynę Który ci ją dostanie Co się spierali o jedną dziewczynę Który ci ją dostanie Jeden mówi: ? Tyś moja ? Drugi mówi: ? Jak Bóg da ? A trzeci mówi: ? Moja najmilejsza, Czemu Tyś mi taka smutna ? ? A trzeci mówi: ? Moja najmilejsza, Czemuś Tyś mi taka smutna ? ? ? Jakże nie mam smutna być ? Za starego każą iść Czasu niewiele Jeszcze dwie niedziele mogę miły z Tobą być ! ? Czasu niewiele Jeszcze dwie niedziele mogę miły z Tobą być ! ? Z tamtej strony jeziora Stoi lipka zielona A na tej lipce, na tej zielonieńkiej Trzej ptaszkowie śpiewają A na tej lipce, na tej zielonieńkiej Trzej ptaszkowie śpiewają 21. MaryjannaWczoraj obiecałaś mi na pewno Że zostaniesz mą królewną Królewną z mego snu Wczoraj obiecałaś być mi wierną l w miłości swej niezmienną Po długi życia kres Ref: O Marianno, gdybyś była zakochaną Nie spałabyś w tę noc, w tę jedną noc O Marianno, gdybyś była zakochaną Nie spałabyś w tę noc, w tę jedną noc Dzisiaj, gdym do ciebie przyszedł z rana By cię zbudzić, ukochana Z twego rannego snu Dzisiaj nie zastałem ciebie w domu Bo uciekłaś po kryjomu Z innym na randez vous Ref: O Marianno, gdybyś była zakochaną..... Teraz, gdy już wszystko diabli wzięli Mnie do wojska zaciągnęli Karabin dali mi Dzisiaj mam już inną ukochaną Karabinem nazywaną Z nią spędzam randez vous Ref: O Marianno, gdybyś była zakochaną.... 22. Mazury1. Hej z góry z góry jadą mazury Jedzie, jedzie Mazureczek wiezie, wiezie mi wianeczek Roz-rozmarynowy /2x 2. Przyjechał w nocy koło północy Stuka puka w okieneczko otwórz, otwórz panieneczko Koniom wody daj /2x 3. Jakże ja mam wstać koniom wody dać Kiedy mamcia zakazała żebym chłopcom nie dawała Trzeba jej się bać / x2 4. A ty się nie bój, siadaj na koniu, Pojedziemy w obce kraje, Tam są inne obyczaje, Malowany wóz. 5. Przez wieś jechali, ludzie pytali, Co to, co to za dziewczyna? Co to, co to za jedyna? Jedzie z chłopcami 23. Miód Malina1. Uderzam na imprezę, bo tam nie będę sam. Zawieszam nagle oko, na widok jednej z dam. Takiej seksownej lali, nie było dawno tu. Jej widok mnie zniewolił, aż mi zabrakło tchu. Ref. Co to jest za dziewczyna, czy ktoś podpowie mi? Gdy ciało swe wygina - miód malina! I nie ma drugiej takiej, co ciało takie ma. Nie mogę się powstrzymać - miód malina! / x2 2. Ona jest przy mnie blisko, na balet przyszedł czas. Tańczymy w rytmie disco, super imprezka, lans. Przy takiej ładnej niuni zaczynam w końcu żyć. Wiem jedno doskonale, tej nocy chcę z nią być. Ref. Co to jest za dziewczyna, czy ktoś podpowie mi? Gdy ciało swe wygina - miód malina! I nie ma drugiej takiej, co ciało takie ma. Nie mogę się powstrzymać - miód malina! / x2 Co to jest za dziewczyna? czyna czyna Co to jest za dziewczyna? czyna czyna Miód malina! Co to jest za dziewczyna, czy ktoś podpowie mi? Gdy ciało swe wygina - miód malina! I nie ma drugiej takiej, co ciało takie ma. Nie mogę się powstrzymać - miód malina! / x2 24. My, CyganieMy, Cyganie, co pędzimy z wiatrem, my, Cyganie, znamy cały świat. My, Cyganie, wszystkim gramy, a śpiewamy sobie tak: Ore, ore, szabadabada amore Hej, amore szabadabada, O muriaty, o szagriaty Hajda trojka na mienia. Kiedy tańczę - niebo tańczy ze mną, kiedy gwiżdżę - gwiżdże ze mną wiatr. Zamknę oczy - liście więdną, kiedy milknę - milczy świat. Ore, ore, szabadabada amore? Gdy śpiewamy - słucha cała ziemia. gdy śpiewamy - słucha cały świat. Niechaj każdy z nami śpiewa, niech rozbrzmiewa piosnka ta: Ore, ore, szabadabada amore? Będzie prościej, będzie jaśniej, całą radość damy wam. Będzie prościej, będzie jaśniej gdy zaśpiewa każdy z was: Ore, ore, szabadabada amore? 25. O jednej Wiśniewskiej Żyli w pałacu hrabia z hrabinią, On zwał się Rodryg, ona Francesca, A w drugim domu za ich meliną Mieszkała sobie jedna Wiśniewska. Niewinne serce miała hrabinia I takąż dolę pieską, niebieską, A on był gałgan i straszna świnia, i filigrylił się z tą Wiśniewską. Biedna hrabinia łzami płakała, Z ciągłej żałości wyschła na deskę I na kolanach męża błagała: Odczep się, draniu, od tej Wiśniewskiej. Próżno chodziła z hrabią na udry, Na próżno klęła swą dolę pieską, On ciągle ganiał do tej łachudry I szeptał czule: "O, ty Wiśniewsko!" Aż raz hrabinia miecz zdjęła z ściany, Zmierzyła hrabię okiem królewskim. Siedź tu, powiada, ty - w herb drapany, Dzisiaj nie pójdziesz do tej Wiśniewskiej. On zaś będący pod alkoholem, Czyli, jak mówią - zalany w pestkę, Wyrżnął hrabi łbem w antresolę I dawaj, gazu do tej Wiśniewskiej, Biedna hrabina padła na dywan, Cała zalała się krwią niebieską, A gdy poczuła, że dogorywa, Rzekła: poczekaj, o ty, Wiśniewsko. Potem się odbył pogrzeb wspaniały, Hrabia nad grobem uronił łezkę, Strasznie się martwił przez dzionek cały, A na noc poszedł ? do tej Wiśniewskiej. Wtedy hrabina z mogiły wstała, Wyrwała z trumny sękatą deskę, Poszła za hrabią, na śmierć go sprała I rozwaliła łeb tej Wiśniewskiej. Chociaż lebiegi grzeszyli tyle I na nich w końcu też przyszła kreska. Dziś sobie leżą w jednej mogile: Hrabia, hrabina i... ta Wiśniewska. 26. O mój rozmarynie O mój rozmarynie rozwijaj się! O mój rozmarynie rozwijaj się! Pójdę do dziewczyny pójdę do jedynej, zapytam się. A jak mi odpowie - nie kocham cię, A jak mi odpowie - nie kocham cię, Ułani werbują, strzelcy maszerują, zaciągnę się. Dadzą mi buciki z ostrogami, Dadzą mi buciki z ostrogami, I siwy kabacik i siwy kabacik z wyłogami. Dadzą mi konika cisawego, Dadzą mi konika cisawego, I ostrą szabelkę i ostrą szabelkę do boku mego. Dadzą mi uniform popielaty, Dadzą mi uniform popielaty, Ażebym nie tęsknił, ażebym nie tęsknił do swojej chaty. Dadzą mi manierkę z gorzałczyną, Dadzą mi manierkę z gorzałczyną, Ażebym nie tęsknił, ażebym nie tęsknił za dziewczyną. A kiedy już wyjdę na wiarusa, A kiedy już wyjdę na wiarusa, Pójdę do dziewczyny, pójdę do jedynej, po całusa. A gdy mi odpowie - nie wydam się, A gdy mi odpowie - nie wydam się, Hej, tam kule świszczą i bagnety błyszczą poświęcę się. Pójdziemy z okopów na bagnety, pójdziemy z okopów na bagnety, Bagnet mnie ukłuje, śmierć mnie pocałuje, ale nie ty. 27. O wróżko czarodziejkoWróżka czarodziejka 1. Raz w pewne popołudnie spotkałem cygankę, Spytała czy powróżyć podałem jej rękę. Wróżyła o dziewczynie samotnej ze złotem I pięknej jak te róże które kwitną latem. 2. I lata upływały, a ja wciąż czekałem I o dziewczynie z wróżby często rozmyślałem. Myślałem o miłości którą mi miała dać, Widziałem ją w klejnotach, w sukience ze złota. Ref:O wróżko czarodziejko wróć lata młode mi nie chcę złota pieniędzy chcę tylko młodym być 3. Włos mi na głowie zbielał, a ja dziś ciągle sam. Miłości nie zaznałem, przeminął dawny plan. O wróżko czarodziejko wróć młode lata mi, Nie chcę złota pieniędzy, chcę tylko młodym być. Ref:O wróżko czarodziejko wróć lata młode mi nie chcę złota pieniędzy chcę tylko młodym być 4. Bo złoto i pieniądze szczęścia nie dają, A nasze młode lata szybko przemijają. Upływa szybko życie jak potok płynie czas, Za rok, za dzień, za chwilę razem nie będzie nas. Ref:O wróżko czarodziejko wróć lata młode mi nie chcę złota pieniędzy chcę tylko młodym być 28. Oczepiny Dobry wieczór Państwu ale nie każdemu tylko Pannie młodej i Panu młodemu Na samym początku śpiewania mojego życzę parze młodej szczęścia największego Przepraszam Was goście proszę się nie gniewać bo ja teraz będę do wianeczka śpiewać Do wianeczka śpiewać do welonu grajcie a Wy mili goście proszę posłuchajcie Jak słoneczko chyli się ku zachodowi młoda chyli główkę by zdjąć wianek z głowy Zdejmuję Ci z głowy ten biały wianeczek a teraz Ci przypnę ten piękny kwiateczek Pożegnaj Ją Mamo prawą rączką na krzyż bo po raz ostatni na Jej wianek patrzysz Policz młoda policz gołąbki na dachu tyle będziesz miała pierwszą nockę w strachu Ej! pomyśl Ty młody czas Ci to niewielki bo nadeszła chwila końca kawalerki Zdejmijże Ty świadek młodemu tę muszkę żeby już nie patrzył na inną dziewuszkę Z kamienia na kamień przeskakuje żabka z naszej Pani młodej zrobiła się babka Życzę Państwu młodym wszystkiego dobrego byście byli dobrzy jedno dla drugiego A żebyście w życiu nie zaznali nędzy mieli ładne dzieci i dużo pieniędzy Odejmę Ci muchę i odepnę kwiatek kiedy ona babcia to Ty będziesz dziadek Dziękujemy gościom że wszyscy słuchali a żeby się goście do nieba dostali Tak się naśpiewalim jak te leśne dudki a Pan młody gapa nie przyniósł nam wódki My Was oczepili Wy sobie ich weźcie będą Wam sprzedawać kurze jaja w mieście 29. Oj dana, oj danaSzumi gaj, szumi gaj, szumi gałązeczka. Tu mi daj, tu mi daj, nie szukaj łóżeczka. Oj dana, oj dana (4x) Co to za gospodarz, co nie ma chałupy. Co to za dziewczyna, co nie daje? wina. Cieszy się Maryśka, że jej cycki rosną. Przedział też ją swędzi, będzie dawać wiosną. Widać ci to, widać, która dziewka daje. Bo jej lewa noga od prawej odstaje. Sama dam, sama dam, sama się położę. Sama sobie wyjmę, sama sobie włożę. Żeńcie się chłopaki, będziecie żonaci. Będziecie se sypiać z babami bez gaci. Siedziała na dębie i dłubała w zębie, A ludziska głupie myślały że w? nosie. Siedziała na sośnie, płakała żałośnie. Oj, matulu moja, kiedy mi obrośnie? Żebyś ty wiedziała, jak mnie swędzi pała. A żebyś ty wiedział, jak mnie swędzi przedział! Gdybyś, stary, wiedział, jak mnie swędzi przedział, Tobyś na przedziale całą nockę siedział. Gdyby się wróciły moje młode lata, Już bym ja wiedziała, jak używać świata. Wisiały, wisiały jaja u powały. A te głupie dziwki myślały, że śliwki. Cieszcie się dziewczyny, cieszcie się do woli,

A On mówił: 6 «Jam jest Pan, Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej, z domu niewoli. 7 Nie będziesz miał bogów innych oprócz Mnie 2. 8 Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko, lub w wodzie poniżej ziemi. 9 Nie będziesz oddawał im pokłonu ani służył. Scenariusz zajęćProwadząca: J. JagieliczGrupa wiekowa: 3 – latkiTemat kompleksowy: Bawimy się w teatrTemat zajęć: Bajka z morałem „O żabkach w czerwonych czapkach” H. przedstawienia teatralnego, rozwiązywanie zagadek o tematyce wiosennej, utrwalenie kolorów podstawowych, przeliczanie w zakresie 3, ćwiczenie aparatu mowy poprzez zabawę logopedyczną pt. „Żabka”, śpiewanie piosenek o żabkach i wiosennej łące. Aktywny udział w zabawach ruchowych. Cel główny: - oglądanie przedstawienia „O żabkach w czerwonych czapkach” H. Bechlerowej,- doskonalenie umiejętności skupienia uwagi oraz koncentracji,- doskonalenie wypowiedzi ustnej,- rozwijanie wyobraźni i aktywności twórczej,- usystematyzowanie wiadomości, ustalenie kolejności zdarzeń na podstawie historyjki obrazkowej,- kształcenie umiejętności współpracy w zespole,- rozwijanie logicznego myślenia, samodzielne rozwiązywanie problemów,- doskonalenie sprawności manualnej poprzez wykonanie pracy plastycznej (mała motoryka)- dbanie o estetykę pracy,- przestrzeganie norm i reguł zachowania obowiązujących w operacyjne:Dziecko: - potrafi uważnie słuchać bajki, jest wnikliwym obserwatorem,- umie z pomocą nauczyciela opowiedzieć treść przedstawienia,- odpowiada na pytania nauczyciela,- aktywnie bierze udział w opowieści ruchowej, - potrafi przeliczać w zakresie trzech,- wymienia i rozpoznaje kolory podstawowe,- potrafi wskazać jakiego koloru brakuje,- porusza się po sali bez potrącania kolegów podczas zabaw ruchowych oraz piosenek,- potrafi logicznie myśleć podczas rozwiązywania zagadek,- reaguje odpowiednio ruchem na muzykę- stosuje się do poleceń nauczyciela,Metody:Czynna: - zadań stawianych do wykonania, - ćwiczeń,Słowna: - inscenizacja, rozmowa, zagadki, objaśnienia,Oglądowa: - pokaz- obserwacjaFormy: - z całą grupą,- indywidualna Środki dydaktyczne: - teatrzyk, sylwety do teatrzyku, ilustracje, historyjka obrazkowa, kwiaty, zagadki, emblematy z kwiatami, symbole sylwety żabek do pracy plastycznej, plastelina, kolorowanka, kredki, opaski żabek na głowę, opaska płyta CD, zajęć:1. Rozdanie dzieciom emblematów – kwiatów, celem podziału na grupy. Wyjaśnienie dzieciom, że w teatrze wszyscy siadają na wyznaczonym miejscu i nie zmieniają go. Wspólne powitanie – zaśpiewanie piosenki powitanki pt. „Całuski”. Powitanie poszczególnych grup - kwiatków przez nauczyciela. Wprowadzenie nastroju nawiązującego do wizyty na łące poprzez wysłuchanie nagrania z odgłosami wiosennej łąki. Wprowadzenie elementu zaciekawienia. Zaproszenie dzieci na przedstawienie pt. „O żabkach w czerwonych czapkach” H. Bechlerowej. Dziecko aktywnie uczestniczy w przedstawieniu, wspólnie z bohaterami bajki śpiewa piosenki oraz rymowanki. ŻabkiJam jest żabka, tyś jest żabka (dzieci pokazują na siebie, potem na kolegę)My nie mamy nic ładnego. (pokazują dłonie)Jedna łapka, druga łapka, (pokazują jedną rękę, drugą rękę)Skrzydełka żadnego. (naśladują ruch skrzydeł)Uła, kła, kła, (dłonie odchylamy na boki jednocześnie Uła, kła, kła uginamy kolanka)My nie mamy nic ładnego, (pokazują dłonie)Jedna łapka, druga łapka (pokazują jedną rękę, drugą rękę)Skrzydełka żadnego. (naśladują ruch skrzydeł)2. Pytania do opowiadania:O czym było opowiadanie?Jak miały na imię żabki występujące w opowiadaniu?Dlaczego chciały zmienić swoje stroje?Kto napisał ogłoszenie?Kogo żabki zaprosiły na zabawę?Kogo nie zaprosiły?Kto ostrzegał żabki?Jakie stroje uszyły żabki?Czy to był dobry pomysł?Dlaczego kolor zielony jest odpowiedni dla żabek?3. Ustalenie wspólnie z dziećmi kolejności zdarzeń z pomocą ilustracji z historyjki obrazkowej. Utrwalenie zdobytych wiadomości. 4. Wspólne zaśpiewanie i odtańczenie piosenki „ Jesteśmy żaby, aby, aby...”5. Ćwiczenia aparatu mowy „Żaba”Żaba – usprawnienie aparatu mowy. Pewna żaba, chociaż mała,raz na spacer się wybrała. Ja z języka żabkę zrobięniechaj w buzi skacze prawo, w lewo, w górę w dół,Wreszcie złożył się na pół. Po kamykach przeskakuje, górne ząbki porachuje. Gdy spragniona żabka była, chłodnej wody się napiła,Pocmokała, pomlaskała,pyszczek żabi sobie smacznie śpi,chrapiąc mocno, tak jak ty. 6. Zabawa ruchowa „ Żabki”- reagowanie na zmiany tempa w muzyce. Dzieci żabki spacerują po łące w rytm muzyki. Zabaw ruchowa „ Bocian i żabki”- dzieci - żabki skaczą na dywanie, na sygnał „ bocian nadchodzi” dzieci chowają się w trawie i nieruchomieją. Zabawę powtarzamy kilka razy. 7. Rozwiązywanie zagadek o owadach:1. Nazywają go doktorem, bo wie, które drzewo chore...2. Małe zwierzątko, sił ma niewiele,A kopie w ziemi długie tunele...3. Nie chodzą, lecz skaczą,nad stawem wieczór zapadniena głosy śpiewają...4. O nocleg nie prosiwędruje po świecie, bo swój domek nosi na własnym grzbiecie...5. Ja nie śpiewam, jak kanarek, piórka moje zwykłe szare. Zwykle po swojemu ćwierkam,do okienka twego zerkam...6. Biało – czarny fraczek,Buciki żaby, gdy idzie w ich stronę...8. Opowieść ruchowa „Spacer po łące”. Dzieci naśladują czynności wykonywane przez nauczyciela. Opowieść ruchowa - spacer po was na spacer po wiosennej łące, zobaczymy kogo uda nam się spotkać. Proponuję, żeby każde z was założyło kalosze, ponieważ na łące może być mokro. Rozglądajcie się uważnie i miejcie „szeroko otwarte oczy i uszy”. Ach, jak pięknie jest na tej łące. Świeci słońce. Zobaczcie, ile pięknych kolorowych kwiatów zakwitło. Zatrzymajmy się na chwilę, żeby nazrywać kwiatów na wiosenny bukiet. Powąchajcie, jak on pięknie pachnie! Chodźmy w górę, o tam! leci bocian! Uwaga, zamieniamy się w bociany, krążymy nad łąką, a teraz lądujemy. Unosimy wysoko kolana i chodzimy jak prawdziwe bociany. Naśladujemy klekotanie bociana. Chowajcie się żabki! Spacerujemy dalej. Zatrzymajcie się i ukucnijcie, posłuchajcie czy słychać cykanie świerszczy oraz kumkanie żab? Musimy iść bardzo cicho, żeby ich nie wystraszyć. Idziemy dalej. Popatrzcie, nad kwiatami latają kolorowe motylki, czy wy też tak potraficie? Pofruńcie jak lekkie, zwinne motyle. Oj, przed nami woda, musimy ja przeskoczyć. Postarajcie się, żeby nikt do niej nie wpadł. Zobaczcie, żabki wskakują do stawu, czy wy też potraficie skakać tak jak one? Popatrzcie, niebo się zachmurzyło, zaczyna padać deszcz, dobrze, że zabraliśmy z sobą parasole. Pora wracać do przedszkola. Żegnaj zielona łąko. Pa, pa...9. Zabawa w rozpoznawanie kolorów „ Zgadnij jaki to kolor?”, „ Jakiego koloru brakuje?”Nauczyciel sprawdza w jakim stopniu dzieci mają opanowaną znajomość kolorów podstawowych. Następnie z pośród zaprezentowanych dzieciom kolorowych kwiatów zabiera jeden i pyta dzieci jakiego kwiatka brakuje, w jakim kolorze. 10. Zabawa ruchowa do piosenki „Poszła żabka spacerować” Zabawa w kole, wybrane przez nauczyciela dzieci zakładają opaski bociana oraz żabek. Dzieci zmieniają się podczas zabawy. 11. Praca plastyczna przy stolikach „Zielone żabki z łupinek po orzechach włoskich” Dzieci oklejaj łupinkę cienką warstwa plasteliny, doklejają oczy. Dziecko, które zakończy pracę może wykonać kolorowankę lub dodatkową pracę plastyczną. Słuchanie muzyki podczas wykonywania pracy. 12. Zakończenie zajęć – muzyka relaksacyjna.„O żabkach w czerwonych czapkach” H. BechlerowejMieszkały żabki w zielonej dolinie – Rechotka i Zielona Łapka rozglądała się wokoło, patrzyła na zieloną trawę, na zielona wodę, na swój zielony płaszczyk..... Ach, jak nudno! wszystko takie zielone...-brzydki jest ten mój płaszczyk! Nie chcę takiego!.Taki mak polny ma czerwoną sukienkę, a grzyb śliczny czerwony kapelusz...a ...biedronki mają czerwone urządzimy zabawę i zaprosimy biedronki, muchomory. Będzie nam wesoło. Żabki wywiesiły takie ogłoszenie. „ Kto ma kolor czerwony, Jest dziś pięknie proszony,Niech przyjdzie, niech przyleci,Kto ma czerwony berecik,Czerwony płaszczykCzerwony krawatBędzie wesoła zabawa!”. Zapraszają z ukłonem – Żabki wywiesiły takie oto upłynęła godzina – przyleciała pliszka. Przeczytała, machnęła ogonkiem – To nie dla mnie!. Nie mam czerwonej czapki. Przyleciały wróble – To nie dla nas!. Nie nosimy czerwonych kapeluszy. Przyleciał gil – mam czerwone piórka. To mnie zapraszają. Przyjdę na bal. I oto przyszli na bal pierwsi goście: biedronka, gil, Witajcie, witajcie – mówi Zielona zaczęła się wielka uczta. Żabki podają sok z kwiatów, rosę z łąki. Kiedy goście częstowali się podanymi smakołykami, żabki w tym czasie przymierzały piękne czerwone kapelusze, płaszczyki swoich gości. Potem świerszczyk zagrał na swoich skrzypeczkach i zaczęły się tańce. Aż tu nagle rozległo się kle, kle, kle! – Bocian ! krzyknęły żabki przerażone. Kto go tu zaprosił?. Wtedy odezwał się bocian – A moje czerwone pończochy?. Napisałyście przecież wyraźnie : Kto ma kolor czerwony, jest dziś pięknie proszony....Ale żabki nie przywitały gościa w czerwonych pończochach. Uciekły. Schowały się w trawie. Myślą, że są już bezpieczne. Ale zapomniały, że wystroiły się w czerwone kapelusiki. A tu bociek coraz bliżej. Podśpiewuje sobie wesoło. -Nie skryjesz się żabko w zielu, widzę przecież twój kapelusz!. Dopiero teraz żabki zobaczyły go. Jedna myk – ukryła się w zielonych liściach. Ale bociek dobrze ją widzi i śpiewa swoje: Nie uciekniesz ! Tam w zieleni twój kapelusz się czerwieni!.Hop – skoczyła Zielona Łapka w zielony tatarak. Bociek już przy niej. Żabko wszędzie cię zobaczę, masz czapeczkę niby stara żaba ukryła się pod wielkim, zielonym liściem zdążyła krzyknąć przerażona: - zrzućcie prędko te czerwone stroje!. Pospadały w trawę porzucone w pośpiechu kapelusze. A żabki w swoich starych zielonych płaszczykach – hop! Pod zielony liść, w zieloną trawę. Plik 05 Jam jest żabka.mp3 na koncie użytkownika beata_841 • folder Zabawy ruchowe ze śpiewem • Data dodania: 9 gru 2011 Wykorzystujemy pliki cookies i podobne technologie w celu usprawnienia korzystania z serwisu Chomikuj.pl oraz wyświetlenia reklam dopasowanych do Twoich potrzeb.
Jam jest żabka Jam jest żabka, jam jest żabka My nie mamy nic takiego jedna człapka, jedna człapka skrzydełka żadnego Uła-kła-kła! Uła-kła-kła my nie mamy nic takiego jedna człapka, jedna człapka skrzydełka żadnego
Karaoke dla dzieci - ŻabkiJam jest żabka, tyś jest żabka.My nie mamy nic takiego:Jedna łapka, druga łapka,Skrzydełka żadnego.U-ła-kła-kła! U-ła-kła-kła!My nie mamy nic takiego:Jedna łapka, druga łapka,Skrzydełka żadnego. Tematyka tygodnia (06- : ,,Bocian i żaby” Zapoznanie z piosenką ,,Idzie do nas wiosna ”- próby śpiewu. Tekst piosenki: 1. Kiedy wiosna przyjdzie do nas, roześmiana i zielona Razem z wiosną wszystkie dzieci zaśpiewają tak: Ref.: Zielona trawa, zielony mech, Zielona żaba rech-rechu-rech. 2. Rośnie trawa, rosną listki, rosną szybko dzieci wszystkie. Przyfrunęły też bociany i klekocą tak: Ref.: Zielona trawa, zielony mech, Zielona żaba rech-rechu-rech. 3. W lesie kwitnie już zawilec, obudziły się motyle, A wieczorem nad łąkami słychać żabi śpiew: Ref.: Zielona trawa, zielony mech Zielona żaba rech-rechu-rech. Można omówić z dziećmi treść piosenki, piosenkę utrwalamy przez cały tydzień. Zapoznanie z wierszem ,,Bocian i żabka” Marka Dąbrowskiego. ,,Bocian i żabka" Skacze wciąż zielona żaba Wiedząc o tym, że jest słaba I tak żyje sobie błogo Kryjąc się przed kaźnią srogą Bowiem wkoło zagrożenie Kryje się za każdym cieniem A gdy plusk robi do wody To ze strachu – nie ochłody... Długie ma nogi bociek stary I choć na nosie okulary Każdy on ruch widzi na łące Powietrze zimne czy gorące Bowiem on z dawna nauczony - - Królem on w trawach bez korony, Że każdy wokoło nogi ruch Od lat oznacza pełny brzuch Żabka wskakując do wody Nie widzi już żadnej przeszkody, aby się ukryć pod liściem Przed boćka starego przyjściem. Nie wie też ona – o, nie !! Że bociek woli gryzonie Żaby je rzadko – tak się składa Bowiem owady zazwyczaj jada. Po wysłuchaniu wiersza dziecko odpowiada na pytania zadane przez rodzica: -,,Kto występuje w w wierszu?" -,,Jakiego koloru jest żaba ?" -,,Kogo boi się żaba?" -,,Jak wygląda bocian ?" -,,Czy nosi okulary?" -,,Czy ma długie nogi?" -,,Czy jest stary, czy młody?" -,,Co najczęściej jada bocian?" Można wydrukować kolorowankę z żabą : zaba. Następnie rozłożyć przed dzieckiem pięć różnokolorowych kredek (w tym jedną zieloną) i poprosić ,aby wybrało sobie jedną w kolorze zielonym i starannie pokolorowało sylwetę żaby. Zabawa ruchowa ,,Bocian i żaby” W pokoju rozkładamy koc (staw); na kocu kładziemy kartki papieru( wyspa dla bociana); bocian stoi na wyspie ( może stać na jednej nodze ) ; żaby czekają w przysiadzie przed kocem i pytają ,,Panie bocianie chcesz żabkę na śniadanie ?" Następnie wskakują do stawu i wyskskują z niego , bocian stara się je złapać w obrębie koca. Złapane żabki zostają na kartkach papieru w stawie .Po złapaniu wszystkich żabek zabawę możemy powtórzyć wybierając nowego bociana. ,,Wiosenny tor przeszkód” – zestaw ćwiczeń gimnastycznych. Na podłodze rozkładamy kartki papieru (kałuże ,które przeskakujemy obunóż); ustawiamy slalom , który obiegamy (garnki, butelki) ;na podłodze rozkładamy długi koc ( lina do przechodzenia) ;ustawiamy dwa- trzy krzesła (tunel przez , który przechodzimy na czworaka) ; na końcu kładziemy kartki papieu, z których dzieci ugniotą kule i miskę, do której je wrzucą. ŻYCZĘ UDANEJ ZABAWY!!! Zabawa plastyczna ,,Bociany ” Należy przygotować : płatki kosmetyczne , paski czerwonego papieru (dziób) , czarny marker (rysujemy oko) lub naklejamy gotowe, patyk do szaszłyków lub inny kijek ( dzieci majują go na czerwono); kawałek czarnego papieru (wycinamy skrzydła ) oraz klej. Zabawy kulinarne ,,Zielono mi”. Dzieci i rodzice ubierają się na zielono .Można wykonać wsólnie z dziećmi opaski „Żabie oczy” Następnie dzieci przygotowują zdrowe kanapki, wykorzystując dostępne w domu warzywa , pokrojone przez rodziców. Dzieci dbają o estetykę kanapek. Podczas pracy mogą przeliczyć ile warzyw kładą na każdej kanapce ( w języku polskim i angielskim) nazwać kolory itd. Po zakończonej zabawie konsumują je wspólnie z całą rodziną. SMACZNEGO!!! Tematyka tygodnia ( "W krainie muzyki" Zabawa muzyczna "Jestem muzykantem"- zapoznanie z piosenką, próba zaśpiewania i pokazania gry na danym instrumencie ( pianino, flet, skrzypce, trąbka i bęben). Tekst piosenki: Jestem muzykantem, konszabelantem, My muzykanci, konszabelanci. Ja umiem grać, my umiemy grać. A na czym? Na pianinie. A pianino ino ino, A pianino ino ino, A pianino ino ino, ino ino gra. Jestem muzykantem, konszabelantem, My muzykanci, konszabelanci. Ja umiem grać, my umiemy grać. A na czym? Na flecie. a na flecie fiju fiju fiju fiju a na flecie fiju fiju fiju fiju gram. Jestem muzykantem, konszabelantem, My muzykanci, konszabelanci. Ja umiem grać, my umiemy grać. A na czym? Na skrzypcach. a na skrzypcach dylu dylu dylu dylu, a na skrzypcach dylu dylu dylu dylu gram. Jestem muzykantem, konszabelantem, My muzykanci, konszabelanci. Ja umiem grać, my umiemy grać. A na czym? Na trąbce. a na trąbce trutu tutu trutu tutu, a na trąbce trutu tutu trutu tutu gram. Jestem muzykantem, konszabelantem, My muzykanci, konszabelanci. Ja umiem grać, my umiemy grać. A na czym? Na bębnie. a na bębnie bum tarara, bum tarara, bum tarara, a na bębnie bum tarara, bum tarara, bum tarara gram. Jestem muzykantem, konszabelantem, My muzykanci, konszabelanci. Ja umiem grać, my umiemy grać. A na czym? Na wszystkim. a pianino ino ino, a pianino ino ino, a na flecie fiju fiju, fiju, fiju, fiju fiju, a na skrzypcach dylu dylu, dylu dylu, dylu dylu, a na trąbce trutu tutu, trutu tutu, trutu tutu, a na bębnie bum tarara, bum tarara, bum tarara. Można omówić z dziećmi treść piosenki, piosenkę utrwalamy przez cały tydzień. "Leśne dźwięki"- słuchanie opowiadania T. Kruczka i rozmowa na jego temat. Leśne dźwięki Dzisiaj przed przedszkolem czekał na nas wielki biały autobus. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani, bo mieliśmy pojechać na wycieczkę do lasu! Do prawdziwej leśniczówki! Było bardzo ciepło i słonecznie, a każde dziecko miało ze sobą plecak z jedzeniem i piciem. Trochę to trwało, zanim wszyscy weszliśmy do autobusu, bo ciągle komuś chciało się pójść do łazienki i pani śmiała się z panem kierowcą, że chyba do wieczora nie ruszymy. Ale wreszcie autobus ruszył, a my wszyscy zaczęliśmy machać na pożegnanie rodzicom! A rodzice też machali do nas. I nagle zrobiło mi się trochę smutno od tych wszystkich pożegnań. – Przecież jedziemy tylko na kilka godzin – szepnął na pocieszenie schowany w kieszeni małego plecaka szmaciany lis – zobaczysz w lesie jest bardzo ładnie. To będzie wspaniała przygoda! Tego lisa uszyła mi ciocia. Jest zrobiony z rudego i białego materiału, a oczy ma z guzików. Bardzo go lubię. Specjalnie wziąłem go ze sobą do lasu. Przecież lisy mieszkają w lesie, więc kiedy pani wczoraj powiedziała, że możemy wziąć ze sobą tylko jedną małą zabawkę, od razu o nim pomyślałem. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, okazało się, że pan leśniczy mieszka w ślicznym drewnianym domku tuż przy lesie. Najpierw pan leśniczy oprowadził nas po swoim domu, po leśniczówce. Było tam mnóstwo zdjęć i szklane półki z różnymi rodzajami szyszek i wielkie rogi, które, jak się dowiedzieliśmy zgubił jeleń, bo jelenie gubią swoje rogi. Było też sporo gablot z owadami, wielkimi żukami i pająkami, a Małgosia się rozpłakała i powiedziała, że boi się pająków i szybko wyszliśmy na zewnątrz. A tam spotkała nas wielka niespodzianka, bo koło domu była zagroda, w której mieszkały leśne zwierzęta. Były tam sarny, lisy, wiewiórki, a nawet sowa i kruki. – Te wszystkie zwierzęta znalazłem ranne w lesie i teraz mieszkają w moim przydomowym szpitalu. Gdy wyzdrowieją, wrócą do lasu – powiedział leśniczy, a my nie mogliśmy się napatrzeć na te zwierzęta. -Hej! Hej! Tu jestem – wołał szmaciany lis do swoich prawdziwych lisich kolegów, a oni patrzyli na niego bardzo zaciekawieni. – A teraz pójdziemy do lasu. Pamiętajcie o jednym – powiedział leśniczy – w lesie nie należy krzyczeć. – Dlaczego? – spytał Wojtek -Bo w lesie mieszka mnóstwo różnych stworzeń – powiedział pan leśniczy – i nie wolno ich niepokoić, a poza tym, jeśli będziecie krzyczeć, to nie usłyszycie, co las ma wam do powiedzenia. -To las mówi? – spytała Zosia. Ale pan leśniczy nie odpowiedział tylko uśmiechnął się do nas tajemniczo i przyłożył palec do ust na znak, że mamy być cicho. Poszliśmy więc za panem leśniczym do lasu. Szliśmy wąską ścieżką pełną szyszek i igliwia. Wszędzie było pełno bardzo wysokich drzew i bardzo zielonych maleńkich krzaczków. Po chwili okazało się, że nie udaje się nam być cicho. Wszyscy zaczęliśmy rozmawiać. -Co to za małe krzaczki?- spytała Tola. -To krzaki jagód – powiedział leśniczy – za kilka miesięcy będzie tu całe mnóstwo pysznych jagód. A jeszcze później pojawią się grzyby. (…) – A teraz może posłuchamy, co ma nam las do powiedzenia – szepnął leśniczy i zaprowadził nas na małą polankę, gdzie stały ławki zrobione z drewna. -Proszę! Musicie być zupełnie, ale zupełnie cicho – szepnął jak Indianie na podchodach. Wiecie co? Wcale nie jest łatwo siedzieć cicho! Zawsze się chce coś powiedzieć, o coś spytać. Zwykle jak się siedzi cicho, to szybko zaczyna się strasznie nudzić, bo nic się nie dzieje. Ale tu w lesie było zupełnie inaczej. Działo się bardzo dużo. Kiedy tylko przestaliśmy rozmawiać, usłyszeliśmy, że tak naprawdę w lesie jest bardzo głośno. – Pi, pi! Pi, pi! Tril, tril! Tril, tril! Ti, tu! Ti, tu! – śpiewały ptaki w koronach drzew. – Jeść! Jeść! Daj! Daj! Mama! Mama! Mama! – krzyczały z całych sił, po ptasiemu, pisklęta w gniazdach -Już lecę! Już lecę! Już lecę! – odpowiadali ptasi rodzice. Zanosili jedzenie do gniazd, karmili pisklęta i odlatywali. -Jeść! Jeść! – znowu zaczynały wołać głodne ptasie dzieci. A owady? Te też nie były cicho! – Bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzuuuu – zabuczał olbrzymi żuk, przysiadł
I powiada, że jest chora. Doktor włożył okulary, Bo już był cokolwiek stary, Potem ją dokładnie zbadał, No, i wreszcie tak powiada: "Pani zanadto się poci, Niech pani unika wilgoci, Niech pani się czasem nie kąpie, Niech pani nie siada przy pompie, Niech pani deszczu unika, Niech pani nie pływa w strumykach, Niech pani wody nie pija,
Pszczółki uczą się takich piosenek: Złap lato za rękę W górze bursztynowe słońce, W dolinie skrzy się chłodny cień Motyl spieszy by na łące Móc z latem spędzić dzień Ref: Złap lato za rękę, zaśpiewaj piosenkę, I słońca nie będzie nam brak Nie kryją słowiki, talentu przed nikim I tysiąc kolorów ma świat Trzymać ciepły wiatr na dłoni, słuchać o czym szepce wiatr. Gra na skrzypcach polny konik, Znów lato woła nas. Ref: Złap lato za rękę, zaśpiewaj piosenkę, I słońca nie będzie nam brak Nie kryją słowiki, talentu przed nikim I tysiąc kolorów ma świat Płyńmy szlakiem niepoznanym na wyspę Malinowych Mórz. Razem z latem wyruszamy, walizki pełne już. Ref: Złap lato za rękę, zaśpiewaj piosenkę, I słońca nie będzie nam brak Nie kryją słowiki, talentu przed nikim I tysiąc kolorów ma świat "Książka przyjaciółka" z półek książki. Każda do mnie okiem mruga. Tajemnicze ślą uśmiechy, z baśnią jedna, z wierszem druga. Ref. Już Piotruś Pan się kłania. Smok wawelski człapie z jamy, Razem z Pipi Pończoszanką dużo przygód przeżywamy. W odwiedziny wnet przybędą dobra wróżka, miś Uszatek i Kopciuszek z przyjaciółmi. Pięknie ich powitać muszę. 2. Dbam o kartki i okładki. Ścieram kurze na półeczkach, więc do książki woła książka: przyjaciółką jestem dziecka. Ref. Już Piotruś Pan… 1. Nazywają mnie poleczka, umiem skakać jak piłeczka. Bardzo, bardzo jestem skoczna, a jak zacznę, to nie spocznę! Ref: Hop, hop! Tralala! Kto zatańczy tak, jak ja! Hop, hop! Tralala! Kto zatańczy tak, jak ja! 2. Noga lewa, noga prawa! Raz do roku jest karnawał! Teraz wszyscy do kółeczka, poprowadzi nas poleczka! Ref: Hop, hop!... 3. Dziś w przedszkolu śmiech i tańce, tańczą różne przebierańce. Każdy przebrał się inaczej, ten obraca się, ten skacze. Ref: Hop, hop!... "Kiedy babcia była mała" 1. Kiedy babcia była mała to sukienkę i fartuszek krótki miała. Małe nóżki chude rączki i lubiła jeść cukierki oraz pączki. Ref: I co , i co , że babcia nam urosła , że lat ma trochę więcej niż ja i brat i siostra. I co , i co , to ważne że mam babcię , że bardzo kocham ją i śpiewać lubię z nią. 2. A gdy dziadek był malutki , to nie nosił adidasów tylko butki. Nie miał wąsów ani brody , no i nie chciał jeść marchewki tylko lody! Ref: I co , i co , że dziadek urósł trochę , że lat ma trochę więcej niż dwa plus trzy plus osiem. I co , i co , to ważne że mam dziadka , że bardzo kocham go i lat mu życzę sto! 3. Dawno temu babcia z dziadkiem w piaskownicy się kłócili o łopatkę. Dziś na spacer idą sobie , a gdy wrócą ja im kawę dobrą zrobię. Ref: I co , i co , że trochę nam urośli , że nie są dzieciakami , że ważni z nich dorośli. I co , i co , to ważne że są z nami , niech żyją długi czas i zawsze lubią nas. "Jadą sanie z Mikołajem" 1. Jadą sanie z Mikołajem dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, co prezenty dziś rozdaje dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń. Ref: Ma on lalki, samochody, gry i misie, ciepłe lody, czekoladki, sok z malinek dla chłopczyków i dziewczynek. 2. Jadą sanie hen przez pole dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, aż dojadą do przedszkola dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń. Ref: Ma on lalki, samochody... 3. Przyjechały pod przedszkole dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, już Mikołaj bierze worek dzyń, dzyń, dzyń, dzyń, dzyń. Ref: Ma on lalki, samochody... "Jesienny deszcz" sł. W. Kaleta 1. Dziś chmurkę nad podwórkiem potargał psotny wiatr, aż deszcz popłynął ciurkiem i na podwórko spadł. Ref.: Hej, pada, pada, pada, pada, pada deszcz, jesienny pada, pada, pada, pada deszcz! 2. Deszcz płynie po kominie, wesoło bębni w dach, w blaszanej dzwoni rynnie i wsiąka w mokry piach. Ref.: Hej, pada, pada, pada… 3. Kalosze wnet nałożę, parasol wezmę też, bo lubię, gdy na dworze jesienny pada deszcz. Ref.: Hej, pada, pada, pada… „Jesień” sł. , i muz. B. Forma 1. Dzisiaj od rana jesień czarowała, w parku i w lesie dary rozdawała. Ref. Jesień, jesień, jesień z wiatrem zatańczyła, liście złote i brązowe wszędzie rozrzuciła. 2. W kolczastych czapkach kasztany spadają, śmieją się dzieci, w trawie ich szukają. Ref. Jesień, jesień, jesień z wiatrem zatańczyła, liście złote i brązowe wszędzie rozrzuciła. 3. Cała w koralach, piękna jarzębina z wesołym wiatrem taniec rozpoczyna. Ref. Jesień, jesień... Owo
Φጂτጼд ծուчуዪ ջОշ оዤафоቁаважԻσуռ вуբሗжеኜоփ էճуሲո
ሆυвиթоκо еጅоዶևμ ቪևглЭзխχէрιм ֆуሦеζиш вуգоЕζωպ анոхрወхիл
Յеշ охеռቼպοծоՕρωщեσ щ λенаОሔυ чеχеበιςαз
Гл փոрс кαኒиվиԶιчуንο еጃυсруЕ аքибо օ
Иሖунуւуц ሓпዌ ሐуս оբεхКа хо
Հιп есолулοхиДачатաцоπ фራժዮкт сАщазвоπոቢε беρавևвюլ
ŻABKA – MAMA Ach, to urwis moja żabka, Martwię się jako jej matka. ŻABKI I my także się martwimy, Więc zaradzić coś musimy. Jak wychować żabkę małą, Na posłuszną, doskonałą ? ŻABKA – MAMA Zanim jednak coś zrobimy, Najpierw znaleźć ją musimy. ŻABKI Oj, tak, tak, oj, tak , tak Trzeba szybko żabki szukać !!!
SCENARIUSZ PASOWANIA NA PRZEDSZKOLAKA3-LATKI GRUPA „KRÓLICZKI” CELE OGÓLNE: -wytworzenie atmosfery wzajemnego zaufania i otwartości; -wspomaganie procesu adaptacji dzieci do przedszkola; -wzmocnienie więzi emocjonalnej z dziećmi , rodzicami i nauczycielem; -zaprezentowanie swoich umiejętności i wiadomości zdobytych w przedszkolu;CELE OPERACYJNE: -dziecko śpiewa piosenki, recytuje wiersze, inscenizuje ruchem piosenki; -pokonuje lęk przed publicznymi występami;PRZEBIEG UROCZYSTOŚCI:1„Idą przedszkolaki” – dzieci w opaskach z uszkami króliczka i odświętnych strojach wchodzą parami do sali. gości przez nauczycielkę. Serdecznie i gorąco witam wszystkich rodziców którzy przybyli na dzisiejsze jakże ważne spotkanie. Spotkaliśmy się, ponieważ wszystkie dzieci chciałyby zostać prawdziwymi przedszkolakami. Jest to bardzo ważna przeżycie dla dzieci Ale zanim to nastąpi dzieci mają dla rodziców niespodziankę. Chciałyby zaprezentować wszystko to czego nauczyły się do tej pory. Liczą na mocne i częste brawa. Zapraszamy !3. Wiersz „Rączki...” Każdy przedszkolak potrafi pięknie recytować ROBIĄ KLAP, KLAP, KLAP. NÓŻKI ROBIĄ TUP, TUP, SWOJĄ GŁOWĘ MAM,A NA BRZUSZKU MARSZA GRAM! „Tu paluszek...”Oczywiście każdy przedszkolak potrafi też ślicznie PALUSZEK, TU PALUSZEK,KOLOROWY MAM FARTUSZEK. TUTAJ RĄCZKA, A TU DRUGA, A TU OCZKO DO MNIE MRUGA. TU JEST BUŹKA, TU ZĄBECZKI, TU WPADAJĄ CUKIERECZKI, TU JEST NÓZKA I TU NÓŻKA, CHODŹ ZATAŃCZYSZ JAK Wiersz „Hop, sa, sa...” A czy dzieci znają swoje części ciała? Zaraz się o tym przekonamy...HOP, SA, SA, OTO DWIE, RĄCZKI DWIE,HOP, SA, SA, KAŻDY PLECY, SZYJA, KARK, HOP, SA, SA, OTO DWOJE USZU MA, USTA, OCZY, CZOŁO, NOS, NO I WŁOSÓW CAŁA SA, SA, OTO Piosenka „Jam jest żabka...”W przedszkolu poznajemy różne zwierzęta. O jakim zwierzątku znamy piosenkę? JAM JEST ŻABKA, TYŚ JEST ŻABKA, MY NIE MAMY NIC CZŁAPKA, DRUGA CZŁAPKA,SKRZYDEŁKA A KUA KUA, U A KUA KUA, MY NIE MAMY NIC TAKIEGO,JEDNA CZŁAPKA, DRUGA CZŁAPKA, SKRZYDEŁKA Wiersz „Smaczne są owoce”.Wszystkie dzieci doskonale wiedzą, że aby być zdrowym należy jeść dużo owoców. SMACZNE SĄ ŚLIWKI, JABŁUSZKA,WĘDRUJĄ Z BUZI DO BRZUSZKA. SMACZNE SĄ I BARDZO ZDROWE, GRUSZECZKI, JABŁUSZKA Taniec „Misie”.A czy przedszkolaki potrafią tańczyć?TY I JA, TY I JA, TY I JA. MISIE SZARE, MISIE SZARE OBYDWA. I KOCHAJA SIĘ TE MISIE, PRZYTULAJĄ SWOJE PYSIE, MISIE SZARE, MISIE SZARE Wiersz „Pasowanie” Dzisiaj jest bardzo ważny dzień dla naszych dzieciaczków. A jaki? Zaraz się SOBIE PRZEDSZKOLACZEK, ŚPIEWA, TAŃCZY NO I SKACZE. DZIŚ TEŻ POWÓD MA DO ŚMIANIA,BO TO DZIEŃ JEST Zadania do wykonania-„egzamin”.Kalendarz dziś datę ważną wskazuje,bo pani dyrektor na przedszkolaka Was zanim to się stanie niech każde z was wykona zadanie:-przejdzie przez tunel,-rozpozna swój znaczek, -zrobi wesołą minkę,-weźmie udział w naszej zabawie-gdy będę grała na tamburynie będziecie biegać, gdy przestanę grać zamienicie się w kotki (pieski, drzewa, pajacyki).11. Ceremonia przedszkolak dzielny,będę zawsze uśmiechnięty,będę słuchał swoje panie,i zjadał całe śniadanie. Będę grzecznie się bawił,śpiewał pięknie piosenki,bo już jestem duży,a nie taki .Złożenie przyrzeczenia przez zostaniecie pasowani na przedszkolaków, poprosimy waszych rodziców, żeby też złożyli przyrzeczenie (rodzice wspólnie czytają tekst przyrzeczenia).ŚLUBUJĘ:-ZAWSZE MIEĆ W PAMIĘCI, ŻE MOJE DZIECKO JEST UNIKALNYM UWAŻNIE O CZYM MÓWI I ZAWSZE Z NIM ŻE KAŻDY CZŁOWIEK UCZY SIĘ NA NAJCZĘŚCIEJ JE W DZIECKU TO, CO W NIM JEST Symboliczne przekroczenie progu przedszkola- zjechanie po zjeżdżalni. Panią dyrektor tu Pani specjalne zadanie poprosić o pasowaniePrzedszkolakiem niech każdy się dziecko zjeżdża po zjeżdżalni, podchodzi do p. dyrektor, która pasuje go na przedszkolaka. Po pasowaniu dziecko otrzymuje dyplom i torebeczkę z Wykonanie pamiątkowych pamiątkę tego ważnego wydarzenia wykonajcie wraz z rodzicami śliczne sylwet króliczków przez rodziców i dzieci wg własnego pomysłu, przywieszenie ich na tablicę.
Lecz przychodzi taka chwila kiedy dorastają, i w momencie małym żabkom skrzela zanikają. Przychodzi czas, kiedy koniec swej metamorfozy mają. robią się prawdziwymi żabkami, ogony im odpadają. I stąd właśnie na wiosennej łące, pojawiają się małe żabki skaczące. AUTOR: Magdalena Tokarczyk, Olga Adamowicz.
Playlista Piosenka dla dzieci do wykorzystania podczas zajęć w przedszkolu lub szkole, ale także do śpiewania w domu. Ma na celu pomóc dzieciom w rozwijaniu ich zainteresowań wokalnych. Często wykorzystywana na zakończenia roku szkolnego. Skoczna i rytmiczna piosenka może być też pomocą do opracowań wokalnych połączonych z zajęciami teatralnymi. Miłego śpiewania! Na pożegnanie Wszyscy razemHip hip hura! Hip hip hura!Hip hip hura!Z całego Serca pełnym gazemHip hip hura! Hip hip hura!Hip hip hura! Zobacz więcej Trwa zapisywanie Twojego nagrania... Ustawienia zapisu Synchronizacja wokalu: 1000 milisekund = 1 sekunda Kliknij ikonkę Play po lewej stronie playera, żeby sprawdzić jak zmiany wpłynęły na Twoje nagranie Playlista dostępna tylko dla użytkowników, którzy posiadają konto STAR. Playlista Życie jest muzyką Golec uOrkiestra Opadły mgły, wstaje nowy dzień Stare Dobre Małżeństwo Ballada majowa Stare Dobre Małżeństwo Rapuj, improwizuj - Type Beat ... feat. LetSing Kiedy Powiem Sobie Dość Niepokój Stare Dobre Małżeństwo Jest już za późno, nie jest za późno Stare Dobre Małżeństwo Twoja playlista 0 Podobne piosenki Przed wielk ą moc ą i pot ęgą Pana, To Jam Jest! G D A To Bóg Jam Jest, To Bóg Jam Jest h G To Bóg Jam Jest, To Bóg Jam Jest D A To Bóg Jam Jest h7 G Ref: Alleluja, Świ ęty, Świ ęty D Asus Wszechmog ący, nasz Bóg Jam Jest A h7 G On jest godzien, przyj ąć chwał ę D2 A h G Wszechmog ący, nasz Bóg Jam Je-----est A h G Nasz [Zwrotka] Jam na liściu był jak żaba, na gałęzi był Bedoes Gałąź jebła, drzewo jebło - myślałem, że się spierdolę Ej, Borysku, powiem szczerze - Pejter też wyniósł talerze Miałem sprzątnąć burdel w chacie, lecz z Bydgoszczy wiozą szmatę Bedoesie, moje serce, słit wyglądasz z książką w ręce Należy się w chuj owacji, żem cię pchnął do edukacji I trenujesz, props za wszystko - przewijało się boisko Połącz te dwa słowa czasem i się uda zrzucić masę. Geng! Wiesz, że jesteś dobry Murzyn - ciut za głupi, ciut za duży Zgadza mi się wszystko, zaraz - tym Murzynem rządzi Białas Piękny masz też pokój, Bedi, wcale po nim nie czuć biedy W chuj tapety na nim, bracie - hasztag Zui na snapchacie [] JAM JEST Potężną Obecnością tej Czujnej i Promieniującej Energii, która wyłania się z Mojego Umysłu i mojego Ciała, rozpuszczając wszystko co jest inne niż ona. Umacniam się na zawsze w tej czujnej i promieniującej energii i cieszę się nią na zawsze. JAM JEST Ja wiem, że JAM JEST wolny od tej rzeczy na zawsze.
Jan Brzechwa, właśc. Jan Wiktor Lesman (ur. 15 sierpnia 1898 w Żmerynce na Podolu, zm. 2 lipca 1966 w Warszawie) – polski poetapochodzenia żydowskiego, autor wielu znanych bajek i wierszy dla dzieci, satyrycznych tekstów dla dorosłych, a także tłumacz literatury rosyjskiej. Był wnukiem warszawskiego księgarza i wydawcy Bernarda Lesmana, a przy tym stryjecznym bratem poety Bolesława Leśmiana, który wymyślił literacki pseudonim "Brzechwa" (nawiązanie do części strzały). A głupiemu radośćWśród malarzy znam malarza, Słynną w kraju postać. AgoniaOd dnia wcielenia mego śmierć mi przesłania drogę, Aż tak nawykłem do niej, że umrzeć już nie mogę, Alchemia roślinDzień gorętszy od serca nie sprzyja marzeniu - Ucieknijmy od słońca i uśnijmy w cieniu, Androny"Pan Marcin plecie androny!" "Z czego plecie?" AniołZa życia byłem aniołem; Anioł orze - kto inny zbiera. ApostrofaPlotkarze, malkontenci, szczwacze i pyskacze. Do was kieruję słowa chłoszczące i gniewne! Apostrofa do MuzyPióropusze dymiących kominów Nowe niebo rozpięły nad nami. ArbuzW owocarni arbuz leży I złośliwie pestki szczerzy; AtramentNikt opisać nie potrafi, Jaki w szkole powstał zamęt, Atrament i KredaWzdychała kreda: "Wciąż jestem biała, Nie chcę być biała!..." No i - sczerniała. Babulej i BabulejkaPod Oszmianą nad Wilejką Żył Babulej z Babulejką, Bajka o króluDaleko stąd, daleko, W stolicy, lecz nie w naszej, BaranPrzyszedł baran do barana I powiada: "Proszę pana, BrudasJózio oświadczył: "Woda mi zbrzydła, Dość już mam szczotki, wstręt mam do mydła!" Cap na grapieWlazł kotek Na płotek, Chory MułPewien muł Niedobrze się czuł, ChrzanPłacze chrzan na salaterce, Aż się wszystkim kraje serce. ChrząszczW Szczebrzeszynie chrząszcz brzmi w trzcinie I Szczebrzeszyn z tego słynie. CiaptakSiedzi Ciaptak na dachu I wszystkim napędza strachu. Ciotka DanutaGruba [chuda] ciotka Danuta Robi swetry na drutach. Cudowne LekarstwoGdy na jakiś ból narzekasz I gdy w domu był już lekarz, ĆwikłaRaz buraczek nieboraczekZaczerwienił się jak raczek:Czarodziejski PiesPrzed laty Żył pies kudłaty. Czy to prawdaŹle się w oliwie poczuły szprotki. Cukier się martwił, że jest za słodki, DrzewaDrzewo jest mocniejsze niż lew i niż wół, Drzewo nawet przerasta żyrafę, Dwa razy dwaNiech mi powie, kto ma chęć I kto chce być ze mną szczery, Dwa WidelceSzły sobie dwa widelce Zarozumiałe wielce. Dwie GadułyPonoć dotąd ziemski padół Nie znał jeszcze takich gaduł, Dwie krawcoweWędrowały dwie krawcowe, Szyły piękne suknie nowe. Dziura w mościeNa obiad jadą goście. „Uwaga! Dziura w moście!”Dziurawe ButyDwa dziurawe buty szły po podłodze, W każdym bucie było po jednej nodze, Entliczek-pentliczekEntliczek-pentliczek, czerwony stoliczek, A na tym stoliczku pleciony koszyczek, FokaMole foce zjadły futro. "W czym na spacer wyjdę jutro?" Fruwająca KrowaWszystkie krowy na świecie, jak wiecie, Obyczaje miewają jednakie, Gdyby rzeki i jezioraGdyby rzeki i jeziora Zlać w ogromną jedną głąb, GlobusW szkole Na stole Głowa w piaskuDla uniknięcia domowych niesnasek Struś schował głowę w piasek. Grzebień i SzczotkaJurek bardzo był niedbały, Aż się ciotki zamartwiały, GrzybyKról Borowik Prawdziwy szedł lasempostukując swym jedynym obcasem,HipopotamZachwycony jej powabem Hipopotam błagał żabę: IndykSzedł indyk ulicą Wolską. Czy umie pan mówić po polsku? JajkoByło sobie raz jajko mądrzejsze od kury. Kura wyłazi ze skóry, Jak rozmawiać trzeba z psem?Wy nie wiecie, a ja wiem, Jak rozmawiać trzeba z psem, Jasne jak słońceGdy pełzną dwa zaskrońce,Z nich każdy ogon jeż, idzie jeż, Może ciebie pokłuć też! Jeż, który zaspałNa czubku sosny rozsiadł się szczygieł I tak wydziwiał: - O, ile igieł! Kaczka DziwaczkaNad rzeczką opodal krzaczka Mieszkała kaczka-dziwaczka, KaczkiPo podwórku chodzą kaczki, Wszystkie bose nieboraczki, KapceBabka ma dziurawe buty, A tu idzie mroźny luty - KatarSpotkał katar Katarzynę - A - psik! KijankiWystroiły się kijanki KlejIdzie klej i po koleiNapotkane rzeczy klei:Kłamczucha"Proszę pana, proszę pana, Zaszła u nas wielka zmiana: Kłótnia rzekJaki powód rzeki miały, Że się nagle posprzeczały Kłótnia ZabawekChwaliła się lalka w sklepie, Że jest bardzo droga. KokoszkaŚliczną kokoszę miał Tadeuszek: Zdobił ją miękki, złocisty puszek, Kokoszka-smakoszkaSzła z targu kokoszka-smakoszka, Spotkała ją pewna kumoszka. KoloryMalarz wciąż zachodził w głowę: Są kolory i odcienie, Konik Polny i Boża KrówkaKonik polny z bożą krówką Poszli raz ku Kalatówkom. KosKos wszedł na rzece na mostek, Przemoczył nogi do kostek. KotPewnego dnia, w Koluszkach, Cichutko, na paluszkach KozaNa ulicy Koziej Koza dzieciom grozi, KoziołeczekPosłał kozioł koziołeczka Po bułeczki do miasteczka. KrasnoludkiKrasnoludki z wszystkich miast Urządziły w lesie zjazd. Król i błazenBył król, co prosto z błota Szedł w pałacowe wrota Kruki i krowaDlaczego krowę nazwano krową? Mam na ten temat bajkę drzewa w borze: „Pan Księżyc jest nie w humorze”. Kto z kim przestajeKto z kim przestaje, takim się staje - Na pewno znacie te obyczaje?KulkiDwie damulki z Koziej Wólki Kupowały w sklepie kulki, KumaPrzy gumnie siedzi kuma I pana, pewna kwoka Traktowała świat z wysoka Lecą muchyZ Podkarpacia, od Suchej, Wyleciały dwie tapczanie siedzi leń, Nic nie robi cały dzień. Lis i jaskółkaNamówił lis jaskółkę, By z nim zawarła i dziuraMiało palto dwa rękawy: Łatany był rękaw prawy, MarchewkaDawno temu, choć nikt o tym nie wie, Marchewka rosła na drzewie, MichałekBył leń, co zwał się Michałek. Nie robił nic w poniedziałek, Mleko„Co się stało, co się stało?”„Gwałtu, mleko wyleciało!”Młynarz, chłopiec i osiołMłynarz na ośle swym jechał, a wnuk Ledwo nadążyć za osłem tym mógł. MopsW kuchni stał na stole klops. Mops do klopsa chyłkiem - hops! MrówkaWół Miał odwieźć do szkoły stół. MuchaZ kąpieli każdy korzysta, A mucha chciała być czysta. Muchy na suficieSzła mucha wzdłuż po suficie I wołała do much: „Czy widzicie, MułBył sobie pewien muł. Najlepiej muł się czuł, MysikrólikĆwierkał w polu Mysikrólik, Wtem się zjawia mysi królik: Na straganieNa straganie w dzień targowy Takie słyszy się rozmowy: Na Wyspach BergamutaNa wyspach Bergamutach Podobno jest kot w butach, Natka - szczerbatkaJest w naszym domu schodowa klatka, A na tej klatce - lokali pięć. Nie Pieprz Pietrze"Nie pieprz, Pietrze, pieprzem wieprza, Wtedy szynka będzie lepsza." NudaGdy nudzę się ja - nudzi się moja żona, Gdy nudzi się ona - OrzechMiał pan rejent ze Zwolenia Twardy orzech do zgryzienia,Osioł i różaPrzemówił osioł do róży: „Tak pani zapach mnie nuży, Pająk i MuchyPająk na stare lata był ślepy i głuchy, Nie mogąc tedy złapać ani jednej muchy, Pali się!Leciała mucha z Łodzi do Zgierza, Po drodze patrzy: strażacka wieża, PiątekUciekł piątek z kalendarza - To się nieraz piątkom zdarza. Po Rozum do GłowyBywa tak, że gdy człowiek pogrąży się we śnie, Członki ciała nie mogą zasnąć jednocześnie. PomidorPan pomidor wlazł na tyczkę I przedrzeźnia ogrodniczkę. Prima AprilisWiecie, co było pierwszego kwietnia? Kokoszce wyrósł wielbłądzi garb, Prot i filipProt i Filip lat już wiele Słyną jako LataI cóż powiecie na to, Że już się zbliża lato? Przyjście wiosnyNaplotkowała sosna, że już się zbliża PlotkiUsiadła zięba na dębie: "Na pewno dziś się przeziębię! Psie SmutkiNa brzegu błękitnej rzeczki Mieszkają małe smuteczki. Ptasi MózgDnia pewnego leśne ptaki Przeczytały napis taki: PytalskiNa ulicy Trybunalskiej Mieszka sobie Staś Pytalski, RakNa półmisku leży rak, A półmisek mówi tak:Ręce i nogiJak wiadomo z zoologii, Każdy koń ma cztery nogi, Rozmawiała Gęś z ProsięciemRozmawiała gęś z prosięciem Bardzo głośno i z przejęciem: Rozrzutny wróbelWe wsi Duże Kałuże Siedział wróbel na murze RybyLeszcz za wąsy suma szarpie. "A to śmiałość!" - rzekły karpie. Ryby, Żaby i RakiRyby, żaby i raki Raz wpadły na pomysł taki, Rzepa i miódChwaliła się raz rzepa przed całym ogrodem, Że jest bardzo smaczna z miodem. SamochwałaSamochwała w kącie stała I wciąż tak opowiadała: SąsiedziŻył w naszej wsi bogaty mułła. Rzekł sąsiad doń: - Sąsiedzie, Siedmiomilowe ButyPojechał Michał pod Częstochowę, Tam kupił buty siedmiomilowe. Skarżypyta"Piotruś nie był dzisiaj w szkole, Antek zrobił dziurę w stole, Śledź i dorszRaz się kiedyś zdarzyło, że w pobliżu Helu Przepływały dorsze dwa. Śledzie po obiedzieBardzo w kuchni gniewały się śledzie, Że nikt nie chce ich jeść po obiedzie, Ślimak"Mój ślimaku, pokaż rożki, Dam ci sera na pierożki." SmokNa Wawelu, proszę pana, Mieszkał smok, co zawsze z rana SójkaWybiera się sójka za morze, Ale wybrać się nie dla pana bajkę”. „Nową?” SowaNa południe od Rogowa Mieszka w leśnej dziupli sowa, ŚpiochŻył sobie raz chłop na świecie, Mieszkał w smorgońskim powiecie, SrokaSiedzi sroka na żerdzi I twierdzi,Staś PytalskiNa ulicy Trybunalskiej Mieszka sobie Staś Pytalski, StonogaMieszkała stonoga pod Biała, Bo tak się jej podobało. Strażak i cyklistaNa wieży strażackiej w Chełmie Stał strażak w błyszczącym stryjek pod Gródkiem Chałupę z ogródkiem. SumMieszkał w Wiśle sum wąsaty, Znakomity matematyk. Szóstka - oszustkaJedynka -Służyła za pogrzebacz do kominka,SzpakNa grabie siedzi szpak I po polsku mówi tak: Szpak i sowaSzpak umiał mówić trzy słowa, Że najmądrzejsza jest sowa. TalerzKto zgłębi z was, jak należy, Czy talerz stoi, czy leży?Tańcowała igła z nitkąTańcowała igła z nitką, Igła - pięknie, nitka - brzydko. TomNad rzeką stoi dom, Który zbudował i RóżaW jednym stali wazonie tulipan i róża. Rzekł tulipan: TydzieńTydzień dzieci miał siedmioro: "Niech się tutaj wszystkie zbiorą!" WakacjeJest nas w domu ośmiu braci. Jeden czas od świtu traci Wąż kaligrafDaleko, w krainie Goa, Żył bardzo długo wąż boa, Wielbłąd i hienaJak to czynił wiele razy, Szedł raz wielbłąd do oazy, Wiewiórki i bóbrByła raz wiewiórka mała, Co skakała i biegała, Wiosenne PorządkiWiosna w kwietniu zbudziła się z rana, Wyszła wprawdzie troszeczkę zaspana, WłosPan starosta jadł przy stole, Naraz patrzy - włos w rosole. Wrona i Ser"Niech mi każdy powie szczerze, Skąd się wzięły dziury w serze?" Wyssane z palcaPan Wincenty ten zwyczaj miał, Że nieustannie palec ssał. Z motyką na słońceRoch węgla od dawna pod piecem nie widział, Już skończył się zapas, wyczerpał się żaba Była słaba ZapałkaMówiła dumnie zapałka: „Pokażcie takiego śmiałka, Zegarek"Jak się zegarkowi powodzi?" "Owszem, niczego, chodzi." ZeroToczyło się po drodze: „Z drogi, gdy ja przechodzę! ZiewadłoWyszedł Romek Przed domek Znaki przestankoweProwadziły raz rozmowę Różne znaki mają złe zwyczaje, A kto się na noc zbytnio naje, ŻółwNajgłupszy nawet muł wie, Jak powolne są żółwie. Żółwie i krokodyleŻółwie i krokodyle Mieszkają wspólnie nad Nilem, ZooMatołek raz zwiedzał Zoo I wołał co chwila: „O-o!” Zoo na WesołoMAŁPY ŻukDo biedronki przyszedł żuk, W okieneczko puk-puk-puk. Żuraw i czaplaPrzykro było żurawiowi, Że samotnie ryby łowi.
Żabka - to ziomal Z moją apką, w Twoich telefonach Nie będzie łatwo, kleję punche ziomal A u Ciebie co najwyżej, klei się podłoga Jestem Żabka Za chwilę w Twoich łapkach fit kanapka Może kawka, a nasza apka to zajawka Nie zabawka, żabsów dawka No a dissowanie biedry to jest moja pasja Łączy nas coś więcej Niż niedziele

1. Była sobie kiedyś zwinna żabka mała, Która jak wiadomo mamy nie słuchała. Ona właśnie ścieżki nad sadzawką miała I robiła zawsze tylko to, co chciała. Ref: I stało się jak zawsze, Bo kto mamy nie chce słuchać, zwykle kończy marnie. Stało się jak zwykle Przyznasz mamie rację, lecz stracony czas nie przyjdzie. Laj, la la la Laj Laj Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj. 2. Była sobie raz dziewczyna piękna, młoda Dla Niej życie było jak fajna przygoda. Ona dobre rady mamy w nosie miała Nie wierzyła jej i życie swe przegrała. Ref: I stało się jak zawsze, Bo kto mamy nie chce słuchać, zwykle kończy marnie. Stało się jak zwykle Przyznasz mamie rację, lecz stracony czas nie przyjdzie. Laj, la la la Laj Laj Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj. 3. Jeden morał płynie dzisiaj z tego taki Mamy trzeba słuchać dziewczyny, chłopaki. Ona kocha i o dobro Wasze walczy Pomyśl, zanim zlekceważysz dobre rady. Ref: I stało się jak zawsze, Bo kto mamy nie chce słuchać, zwykle kończy marnie. Stało się jak zwykle Przyznasz mamie rację, lecz stracony czas nie przyjdzie. x2 Laj, la la la Laj Laj Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj. Laj, la la la Laj Laj Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj Laj la la la Laj.

Dzień Żaby 2022. przez Niepubliczne Przedszkole FRAJDA · Opublikowano 25 marca, 2022 · Zaktualizowano 29 marca, 2022. „Zielona żabka nad stawem mieszkała. Siadała w trawie i wciąż rozmyślała. – Ach, jaka jestem brzydka, zielona, jak roślinki w stawie…. Dzisiejsze zajęcia miały na celu wzbogacenie wiadomości na temat żab Jam jest żabka, tyś jest żabka, my nie mamy nic takiego. Jedna łapka, druga łapka, skrzydełka żadnego. kuła, kłakła, kuła kłakła My nie mamy nic takiego, jedna łapka, druga łapka skrzydełka żadnego. Jam jest żabka, tyś jest żabka, (pokazujemy na siebie, potem na drugą osobę) my nie mamy nic takiego. (machamy rączkami przed sobą w prawo i lewo) Jedna łapka, druga łapka, (pokazujemy najpierw jedną, potem drugą rączkę) skrzydełka żadnego (machamy rękami zgiętymi z łokciach – jak skrzydełkami) uła, kłakła, uła kłakła (uginamy nogi w kolanach) My nie mamy nic takiego (machamy rączkami przed sobą w prawo i lewo) jedna łapka, druga łapka (pokazujemy najpierw jedną, potem drugą rączkę) skrzydełka żadnego (machamy rękami zgiętymi z łokciach – jak skrzydełkami) 5.5K views, 9 likes, 0 loves, 0 comments, 19 shares, Facebook Watch Videos from Muzyka w kolorach tęczy: Taka sobie #pioseneczka dla #maluszków, o żabkach. Tutaj moje żabki występują na szytej przeze Dzień dobry 🙂 Po raz kolejny witam was na wiosennej łące. Dzisiaj spotkamy się z żabkami 🙂 Posłuchaj opowiadania: Zielona żabka nad stawem mieszkała. Siadała na olbrzymim liściu i wciąż rozmyślała.– Ach, jaka jestem brzydka, zielona, jak glony w stawie. Nie wyglądam wcale ciekawie. Kto taką brzydką zechce mieć żonę. Dlaczego wszystko mam takie zielone!W pobliżu żabki ważka usiadła. A żabka rzecze:– Jaka powabna. Wszyscy uwagę na nią zwracają, barwy jej bardzo mnie biedronka się pojawiła.– Czemu się smucisz sąsiadko miła? Bezchmurne niebo, piękna pogoda a w stawie czysta i chłodna woda.– Biedronko, piękna twoja sukienka. Ciągle zazdrośnie na nią ktoś zerka. Jam nieszczęśliwa w swojej zieleni, kolor mój nigdy już się nie dumnie bocian przez łąkę kroczy. Otwiera mocno swe bystre oczy.– Jak tu zielono, moi kochani, że aż się w głowie kręci wszystkie strony zerka ciekawie.– Och, może żabka siedzi gdzieś w trawie. Pora śniadania właśnie nastała, drobna przekąska by się serduszko mocno zabiło.– Kiedy mnie ujrzy nie będzie miło. Widok bociana to nie zabawa. Dobrze że wkoło zielona trawa. Teraz rozumiem – barwa zielona, specjalnie dla mnie jest przeznaczona. Trudno mnie dostrzec zatem bocianie, chyba gdzie indziej zjesz dziś śniadanie. Odpowiedz na pytania: Gdzie mieszkała zielona żabka?Dlaczego żabka uważała, że jest brzydka?Jakie owady zobaczyła żabka?Co podobało jej się w biedronce?Kto dumnie kroczył po łące?Dlaczego kolor zielony okazał się zbawienny dla żabki? 2. Obejrzyj filmik o życiu żab: 3. Wiesz, jakie dźwięki wydają żaby? Zaproś rodziców na „Żabi koncert” – zaśpiewaj do melodii „Wlazł kotek na płotek” używając jedynie sylab: kum, kum, kum…, a następnie: rech, rech, rech… 4. Zaśpiewaj z pokazywaniem (melodia: Panie Janie)Duże oczy, duże oczy,Wielki brzuch, wieki brzuchSkacze sobie żabka, skacze sobie żabkaSiup, siup, siupSiup, siup, siup. 5. Żarłoczna żaba: „Co zjadła żaba?” – w napompowanych balonach rodzic ukrywa drobne elementy: guzik, fasola, tasiemka, korek, moneta itp. Odgadnij, co zjadła żaba patrząc na balon pod słońce. 6. Teraz troszeczkę ruchu: Dziecko (żabka) biega swobodnie po pokoju (łące), na hasło: bocian – wskakuje do stawu (niebieski worek),Żabie zabawy – na hasło „Żabki skaczą”, dzieci naśladują żabie skoki. Na hasło „Żabki pływają”, dzieci, w leżeniu przodem, naśladują pływanie żabką. Na hasło „Żabki odpoczywają”, wykonują siad klęczny, chowają głowy w ramiona, pochylając się do przodu,Powrót bocianów – dzieci biegają po sali w rytm dowolnej muzyki (np. szum wiatru) i udają, że lecą, mają rozłożone ręce. Na przerwę w muzyce stają i kłapią dziobami (ręce), wydając dźwięk „kle, kle”. Mogą próbować ustać na jednej z żabką: Żabie pląsy – taniec do dowolnej piosenki. Można wykorzystać tę, którą znamy z przedszkola: Jesteśmy żaby, aby, abyjesteśmy mokre, okre, okremieszkamy w błocie, ocie, ociei się chowamy, gdy jest bociek. Jesteśmy żaby, aby, abyjesteśmy mokre, okre, okrezjadamy muchy, uchy, uchyi mamy bardzo grube brzuchy! A my bociany, any, anyapetyt mamy, amy, amywolno chodzimy, imy, imylecz każdą żabę zobaczymy. A my bociany, any, anyapetyt mamy, amy, amya nasze dzioby, oby, obyna żaby mają dziś sposoby. 7. Wykonaj wybrane zadania: Pomóż żabce dojść do stawu Wytnij elementy i wklej w odpowiednie miejsca Wytnij figury i wklej w odpowiednie miejsca Zaznacz odpowiednią cyfrę Który element nie pasuje do pozostałych? Poprowadź żabkę do owada Połącz żabkę z bocianem, którego cyfra odpowiada ilości kropek u żabki Rysuj po śladzie

Pobierz AVI. Pobierz MP3. Oto Pan Bóg przyjdzie Piosenka Religijna. Pobierz MP3. Oto jest dzień który dał nam Pan Piosenka Religijna. Pobierz MP3. Jezus jest tu ( o wznieśmy ręce wielbiąc Jego imię ) Piosenka Religijna. Pobierz MP3. Jezus Chrystus moim Panem jest, alleluja Piosenka Religijna.

Strona główna O nas O zajęciach Oferta Teksty piosenek Galeria zdjęć Gdzie i kiedy ŻABKA Jam jest żabka, tyś jest żabka. My nie mamy nic takiego: Jedna łapka, druga łapka, Skrzydełka żadnego. U-ła-kła-kła! U-ła-kła-kła! My nie mamy nic takiego: Jedna łapka, druga łapka, Skrzydełka żadnego. Napisane przez Admin dnia listopad 26 2009 00:30:30 17747 czytań · Wygenerowano w sekund: 1,891,860 Unikalnych wizyt Jam (Wiosenny) - Harcerska zobacz tekst, tłumaczenie piosenki, obejrzyj teledysk. Na odsłonie znajdują się słowa utworu - Jam (Wiosenny).
Jam jest żabka, tyś jest żabka. My nie mamy nic takiego: Jedna łapka, druga łapka, Skrzydełka żadnego. U-ła-kła-kła! U-ła-kła-kła! My nie mamy nic takiego: Jedna łapka, druga łapka, Skrzydełka żadnego. (385) Category: Karaoke dla Dzieci Tags: Karaoke dla Dzieci
Misie dwa. Ty i ja, ty i ja, ty i ja. Misie szare, misie szare obydwa. I kochają się te misie, przytulają swoje pysie.
I. TANIEC KWIATKÓW. Wystawione w Krakowie, Zakopanem i Warszawie w teatrze Polskim jako opera dziecięca z muzyką prof. Feliksa Starczewskiego. Polana leśna. Wschód księżyca. Wchodzi wróżka kwiatów. Wróżka. Cicho! Cicho! Drzemie las. Z nad dalekich wonnych łąk Wstał miesiąca srebrny krąg, Odblask zorzy dawno zgasł. — Duszki moje! — wasz to czas! Wszystkie kwiatki dziś zerwane, W wonne wianki posplatane, Porzucane, podeptane, — Wołam was! Wskrzeszam was! Chodźcie tańczyć! — wasz to czas! Nie spłonęłyście od słonka, Nie wydałyście nasionka, Za wasz rozkwit nazbyt krótki, Za żywotek wasz przerwany, Róże, chabry, niezabudki, Jaskry, maki, tulipany, Chodźcie w tany! Chodźcie w tany! — Wołam was! Wskrzeszam was Na weselnej chwilki czas! Wchodzi orkiestra Świerszcz. Jestem Świerszczyk polny, Urząd mam mozolny: Muszę ciągle trzeć Skrzydełka. Aż pieśń echem się rozełka. Chrabąszcz. Ego chrabąszcz sum. Huczą w bas — bum — bum! Mocno dmę, tęgo gram, Ile sił tylko mam! Żabka. A ja jestem żabka drzewna, Wieczorami wielce śpiewna, Kiedy polem płynie szum, To ja wołam: kum — kum — kum! Razem. Będzie piękne trio. Niech się głosy wzbiją. Jedno da drugiemu wtór, Bardzo piękny będzie chór. Świerszcz. Niepoczciwa dziatwa mała Dziś nas w trawie wyłapała. Chrabąszcz. I na jakiś żart brzydki Przywiązała do nitki. Żabka. Więc jesteśmy kapela Rwanych kwiatów wesela. Wbiegają kwiaty. Chór kwiatków. Śpieszcie, kwiatki! śpieszcie, zioła! Wróżka woła! hej dokoła! Z cichych kniei, z wonnych łąk Dalej w tan! dalej w krąg! Różyczka. Jestem polna różyczka, Krótka moja spódniczka, Złote pyłki mam w wianku, Tańcz ze mną tulipanku. Tulipan. A ja jestem tulipanek, Taki panek, malowanek. Wyskoczyłem z cebulki, Odziałem się w koszulki, Złotem tkany, haftowany Idę w tany, idę w tany! Stokrotka. Jestem miła i słodka, Nazywam się stokrotka; Sto listeczków, sto płateczków Dla równianek, dla wianeczków Jestem brzydsza, mniej duża, Lecz nie kłuję, jak róża. Tulipan. Nie wiem sam! nie wiem sam! Z którą z nich tańczyć mam! Niezabudka. A ja jestem malutka Błękitna niezabudka. Zerwali mnie z nad potoczka Mówiąc, że mam żabie oczka. Upraszam bardzo skromnie Nie zapomnijcież o mnie! Stokrotka. To już ze mną tańcz, kochana! Wolę cię od tulipana! Chór kwiatków. Tańczmy wraz! Tańczmy wraz! Weźcież nas! weźcież nas! Tańczmy kołem! tańczmy społem! Jak motylki ponad ziołem! Tańczą. Grzybek. Tańcujecie tak wesoło, I mnie weźcież w wasze koło! Jestem sobie borowiczek, Co za ciasny ma staniczek, A kapelusz za głęboki Opada mi aż na oki. Źle mi! obie moje nóżki Tak zaszyte są w pieluszki, Że jak z jedną muszę skakać, Aż mi chce się siąść i płakać. Chór kwiatków. Odejdź, grzybku! — a ty co! Tutaj same kwiatki są! Grzybek. Nie, ja też idę w tany, Bom był także zerwany. Rozdeptali mię w trawie, Więc dziś z wami się bawię! Groszek. Nie gniewaj się, grzybku biedny! Wszyscyśmy z rodziny jednej. Ja rozumiem, że ci trudno, Bo sam, patrz, — mam postać cudną, Mam skrzydełka, jak motyle, A daremnie w lot się silę. Tyle, że się w górę pnę I ku słońcu wonią tchnę! Grzybek. Kto ty jesteś, kwiatku, mów! Dobroć pachnie z twoich słów. Groszek. Jam jest słońca pieszczoszek, Słodki pachnący groszek! Nie martw się już daremno, Chodź lepiej tańczyć ze mną. Tańczą. Chrząszcz. A ja jestem złoty chrząszcz! Lubię leźć w największą gąszcz! Skroś się przepycham rożkiem, Bo chcę też tańczyć z groszkiem. Chór kwiatków. Ty nie nasz! ty nie nasz! Jakież ty tu prawa masz? Chrząszcz. Niepoczciwi chłopcy mali W siatkę dzisiaj mię złapali, Patrzcie! Motyl też tu leci, Co go dziś schwytały dzieci. Motyl. Ja tu jestem wodzirej! Za mną, kwiaty! za mną hej! Jam tu król! to mój świat! Jam jest latający kwiat! Tańczyć chcę z wami wraz! Co tu tęcz! Co tu kras! Grzybek. Z tym motylkiem, z admirałem, Ach, jakby poskakać chciałem! Chór kwiatków Wszystkie kwiatki! wszystkie duszki: Tańczcie z nami, krążcie z nami, Jak nasienne srebrne puszki W cichą jesień nad łąkami. Tańczą. Fiołek. A ja jestem fiołek! Sasanek. A ja jestem sasanek! Fiołek. Każdej wiosny aniołek. Sasanek. Każdej wiosny kochanek. Fiołek. Do mnie pierwsza pszczółka leci. Sasanek. O mnie pieśń śpiewają dzieci. Razem. Gdyśmy wiosny wraz ozdobą. Tańczmy z sobą, tańczmy z sobą! Maczek. A ja jestem maczek. Mam czerwony fraszek. Trochę się spóźniłem, Bo płatki zgubiłem. Ale zato moja główka To już pełna ziarn makówka. Chaber. Czekam cię, kochanku, Razem tańczmy w wianku. Ty w purpurze, ja w błękicie, Razem w wianku, razem w życie, Kłońmy się, jak w złotych kłosach Cichą jutrznią w rosach. Grzybek. Jak im dobrze! jak im słodko! Tamten z różą, ten z stokrotką! Maczek z chabrem tańczy tam! A ja sam! a ja sam! Nie chcę płakać! nie chcę płakać! Będę skakać! skakać! skakać! Tańczy. Chór kwiatków. Cicho, duszki! cyt! Już niedługo świt. Chodźmy wróżce podziękować, Dookoła potańcować, Że za ludzkiej złości tyle Dała nam tę dobrą chwilę! Tańczcie duszki Wkoło wróżki, Tańczcie wraz Ostatni raz Całą tęczą swoich kras. Groszek. Nie! inaczej skończmy: W bukiet się połączmy! Uściskajcie się społem, A ja was zwiążę kołem. Chór kwiatków. Zgoda! śpieszcie się, duszki! Róbmy bukiet dla wróżki! Kwiatki układają się w bukiet. Żywy obraz. Wróżka. Dobre duszki moje wy! W ustach śmiech mam, w sercu łzy, Że jeszcze, tracąc życie, O wdzięczności myślicie. Już się kończy moja moc, Już przechodzi letnia noc, Cicho, duszki! cyt! Już się srebrzy świt! Jednak zanim pryśnie czar, Chcę wam dać ostatni dar: Idę prząść snów dobrych nić, Które dzieci będą śnić. Co powiecie teraz mnie, To powtórzę dzieciom w śnie. Prędko, duszki! Cyt! Bo już blisko świt! Chór kwiatków Ach powiedz im ode mnie, Prosi cię bukiet cały, By dzieci — nadaremnie — Żywota nam nie brały! Wstaje świt. Wszystko znika.
Żabka Polska | 47,571 followers on LinkedIn. Żabka Polska jest właścicielem największej, sformatowanej i scentralizowanej sieci sklepów convenience w Europie Środkowo-Wchodniej pod markami

KSIĘGA PIERWSZA. BAJKA I. KONIK POLNY I MRÓWKA. Niepomny jutra, płochy i swawolny, Przez cało lato śpiewał Konik polny. Lecz przyszła zima, śniegi, zawieruchy, Gorzko zapłakał biedaczek. «Gdybyż choć jaki robaczek, Gdyby choć skrzydełko muchy Wpadło mi w łapki... miałbym bal nielada!» To myśląc, głodny, zbiera sił ostatki, Idzie do Mrówki sąsiadki I tak powiada: «Pożycz mi, proszę, kilka ziarn żyta; Da Bóg doczekać przyszłego zbioru, Oddam z procentem: słowo honoru!» Lecz Mrówka skąpa i nieużyta (Jest to najmniejsza jej wada) Pyta sąsiada: «Cóżeś porabiał przez lato, Gdy żebrzesz w zimowej porze? — Śpiewałem sobie. — Więc za to, Tańcujże teraz, nieboże!» BAJKA II. KRUK I LIS. Bywa często zwiedzionym, Kto lubi być chwalonym. Kruk miał w pysku ser ogromny: Lis niby skromny Przyszedł do niego i rzekł: «Miły bracie, Nie mogę się nacieszyć, kiedy patrzę na cię. Cóż to za oczy! Ich blask aż mroczy! Czyż można dostać Takową postać? A pióra jakie! Lśniące, jednakie; A jeśli nie jestem w błędzie, Pewnie i głos śliczny będzie.» Więc Kruk w kantaty: skoro pysk rozdziawił, Ser wypadł, Lis go porwał i Kruka zostawił. Krasicki. BAJKA III. ŻABA NADĘTA. Powtórzę wam, co Ezop powiedział dla Greków, Bo świat zawsze jednaki, mimo zmiany wieków. Widząc rosłego Wołu jedna Żabka mała, Koniecznie zrównać wielkością mu chciała. Więc się jak mogła nadęła, podniosła, I pyta swoich, czy już go dorosła? «A! gdzież tam, jeszcze daleko!» Wszyscy jej rzeką. «No, a teraz? — Żadnego podobieństwa niema. — No, a teraz? — O! jeszcze daleko jesteście.» Więc kiedy coraz bardziej się nadyma, Pękła nareszcie. Codzień widzimy podobne przykłady: Ten i ów dmie się, nos w górę zadziera, Mieszka w pałacach, wydaje biesiady, A potem — nieraz w szpitalu umiera. * * * BAJKA IV. DWA MUŁY. Drogą wśród lasu, ociężałym krokiem, Szły objuczone dwa Muły. Jeden niósł wory z obrokiem, Drugi z pieniędzmi szkatuły. Dumny, że złoto dźwiga na swym grzbiecie, Chociaż się srodze umęczył, Nie przystałby za nic w świecie By go kolega wyręczył. Wtem, z głębi lasu, zbójców gromada Na Muła wpada I do pieniędzy! Muł wierzga i bryka, Lecz wkrótce, mimo walecznej obrony, Upadł, śmiertelnym ciosem ugodzony. «Dla czegoż — jęknął — los ten mnie spotyka? Takąż mych zasług nagrodę odbieram? Ten, z worem owsa, swobodnie umyka, A ja umieram! — Braciszku, rzekł kolega, nieraz tak się zdarza Tym, co wysokie piastują godności: Gdybyś był służył, jak ja, u młynarza, I ty dotychczas miałbyś całe kości.» BAJKA V. PIES I WILK. Jeden bardzo mizerny Wilk, skóra i kości, Myszkując po zamrozkach, kiedy w łapy dmucha, Zdybie przypadkiem Brysia jegomości, Bernardyńskiego karku, sędziowskiego brzucha; Szerść na nim błyszczy gdyby szmelcowana, Podgardle tłuste, zwisłe do kolana. «A! witaj, panie kumie! witaj, panie Brychu! Już od lat kopy o was ni widu, ni słychu. Wtedyś mały był kundlik: ale kto nie z postem, Prędko zmienia figurę! Jakże służy zdrowie? — Niczego, «Brysio odpowie I za grzeczność kiwnął chwostem. «Oj! oj!... niczego! widać ze wzrostu i tuszy! Co to za łeb, mój Boże! choć walić obuchem! A kark jaki! a brzuch jaki! Brzuch! niech mnie porwą sobaki Jeżeli, uczciwszy uszy, Wieprza widziałem kiedy z takim brzuchem! — Żartuj zdrów, kumie Wilku; lecz, mówiąc bez żartu, Jeśli chcesz, możesz sobie równie wypchać boki... — A to jak, kiedyś łaskaw? — Ot tak: bez odwłoki, Bory i nory oddawszy czartu, I łajdackich po polu wyrzekłszy się świstań, Idź między ludzi — i na służbę przystań! — Lecz w tej służbie co robić? Wilk znowu zapyta. — Co robić?... dziecko jesteś! Służba wyśmienita: Ot, jedno z drugiem, nic a nic! Dziedzińca pilnować granic, Przybycie gości szczekaniem ogłosić, Na dziada warknąć, żyda potarmosić, Panom pochlebiać ukłonem, Sługom wachlować ogonem; A za toż, bracie, niczego nie braknie: Od panów, paniątek, dziewek, Okruszyn, kostek, polewek, Słowem, czego dusza łaknie.» Pies mówił, a Wilk słuchał uchem, gębą, nosem, Nie stracił słówka; połknął dyskurs cały, I nad smacznej przyszłości medytując losem, Już obiecane wietrzył specyały. Wtem patrzy... «A to co? — Gdzież? — Ot tu, na karku? — Eh, błazeństwo!... — Cóż przecie? — Oto, widzisz, troszkę Przyczesano... bo na noc kładą mi obróżkę, Ażebym lepiej pilnował folwarku! — Czy tak? pięknąś wiadomość schował na ostatku!... — I cóż, Wilku, nie idziesz? — Co to, to nie, bratku! Lepszy w wolności kąsek ladajaki, Niźli w niewoli przysmaki.» Rzekł, i drapnąwszy co miał skoku w łapie, Aż dotąd drapie. Mickiewicz. BAJKA VI. PRZYMIERZE ZE LWEM. Owca, Koza, Jałówka, trzy przemądre głowy, Zawarły z Lwem sąsiadem kontrakt tej osnowy: Że odtąd, na rzecz spółki trudniąc się obławą, Każdy wspólnik do zysków jednakie ma prawo. Wkrótce potem, w sieć Kozy sarna się złowiła. Wierna umowie, po swych towarzyszy Koza natychmiast posyła. Przybyli. Lew jegomość, wśród ogólnej ciszy, Policzył na pazurach i rzekł: «Jest nas czworo I wszyscy równą część biorą; A więc się dzielmy.» Rozćwiertował sarnę I rzecze znowu: «Pierwszą część zagarnę Jako Lew i wasz prezes; a z równą zasługą, Prawem najmocniejszego zabieram i drugą. Część trzecią mi zapewnia męztwo znane w świecie; A czwartą... jeżeli chcecie, Bierzcie; lecz przestrzedz was muszę, Że kto jej dotknie, wnet wyzionie duszę.» BAJKA VII. JOWISZ, LUDZIE I ZWIERZĘTA. Niegdyś Jowisz obwieścił taki rozkaz światu: «Niech u podnóża mego majestatu Stanie wszelakie stworzenie: Ktoby z jakowej pobudki Upośledzonym czuł się na postaci, Niechaj śmiało, bez ogródki Wyjawi swe żądanie, a błąd wnet odmienię. Przystąp, Małpo; mów pierwsza: ze zwierzęcej braci Komu zazdrościsz urody? — Ja? rzecze Małpa, alboż mam powody Narzekać na swoje losy? Niech raczej Słoń długonosy Albo Osioł długouchy Rozwodzą skargi; bowiem moją postać Niejeden człowiek pewnie chciałby dostać.» Wtem Osioł, ciężkie Słonia przedrwiwając ruchy: «Cóż to za łapy! rzecze, co za uszy! A cielsko jakie! nazwałbym się osłem, Gdybym zapragnął takim być potworem.» Już myślał Jowisz, że Słoń się obruszy; Bynajmniej. «Jam jest pięknych kształtów wzorem, Rzecze; bo choć to niby zanadto wyrosłem, Jednak przecie Wieloryb większy jest odemnie.» Przyszła kolej na ludzi. Gdy jęli wzajemnie Bliźnich odkrywać brzydoty, A własne wychwalać cnoty, Dopieroż śmiał się Jowisz!... «Przestańcie! zawoła, Bo nikt was już od zwierząt rozróżnić nie zdoła, Skoro każdy, jak widzę, umie być w potrzebie Ostrowidzem dla drugich, a Kretem dla siebie.» BAJKA VIII. JASKÓŁKA I PTASZKI. Niejeden, co za rozum płacił zagranicą, Wraca tak, jak wyjechał: z pustą mózgownicą; Lecz bywają wyjątki. Jaskółeczka mała W swych dalekich wędrówkach wiele skorzystała: Lepszym niż Kogut była zwiastunem pogody, A o dowcip ze Szpakiem mogła iść w zawody. Otóż, na wiosnę, widząc, że konopne siemię Rzuca kmieć pełną garścią w pooraną ziemię, Rzekła do małych ptasząt: «Brzydka rzecz się dzieje; Czy widzicie? ta ręka zgubę waszą sieje. Z tych ziarnek wyrosną siatki, Matnie, stryczki i wędzidła, Słowem, różne zdradne sidła Na was i na wasze dziatki; Dostaniecie się do klatki Lub, co gorsza, na patelnię! Jeśli chcecie ujść zagłady, Posłuchajcie mojej rady: Do pracy się weźcie dzielnie I te ziarna, źródło złego, Wyjedzcie co do jednego.» Ale ptaszęta Jaskółkę wyśmiały: «Mamy innych ziarn do syta, Nikt cię o radę nie pyta.» Gdy pola zazieleniały, Jaskółka rzekła: «Jeżeli żyć chcecie, To bez zwłoki, na wyścigi, Wyrwijcie wszystkie łodygi. — Ot, stara! nie wie co plecie, Wrzasnęły ptaszki; wyrywać konopie! Zbrakłoby na to dziobów w całej Europie.» Nadeszło lato; Jaskółka znów prawi: «Już praca was nie wybawi: Złe ziarno rychły plon dało; Lecz zważcie na mą przestrogę: Przez jesień i zimę całą Chroniąc się zdrady człowieka, Wsie omijajcie zdaleka, Albo się wybierzcie w drogę Pospołu z innemi ptaki. Ale wam siły nie staje Powietrzne przerzynać szlaki, I wzbiwszy się po nad chmury Podążać w odległe kraje; Więc ukryjcie się w gniazda, w niedostępne góry, Gdzie was żadna zasadzka dosięgnąć nie zdoła; Inaczej, poginiecie.» Gwar powstał dokoła; Ptaszęta, rozjątrzone Jaskółki radami, Zaczęły jeżyć piórka, wygrażać dzióbkami: Ledwie z duszą uciekła. Tak Kassandry głosu Nie chcieli niegdyś słuchać niebaczni Trojanie: W nagrodę śmierć zyskali, więzy i wygnanie. I ptaszki podobnego doświadczyły losu; Bo niejeden, bezpieczne rzuciwszy ukrycie, Postradał wolność lub życie. BAJKA IX. DWA SZCZURY. Szczur miejski, frant nielada, Wielki smakosz, hulaka, Spotkał Szczura-wieśniaka, Swego niegdyś sąsiada. Prostak na wiejskim chlebie Zaznał biedy do syta; A więc mieszczuch go wita I zaprasza do siebie. Stawia srebrne nakrycie Na tureckim dywanie; Jedzą Szczury śniadanie: To mi raj, to mi życie! Wtem, u drzwi klamki brzękły: Gospodarz, pełen trwogi, Hop ze stołu i w nogi, W ślad za nim gość wylękły. Ucichło. Szczury w radę; Mieszczuch wyjrzał z pod stoła: «Chodź, sąsiedzie, zawoła, Kończmy naszą biesiadę. — Bóg zapłać, — wieśniak na to; Jutro przyjdziesz waść do mnie: Obaczysz, żyję skromnie, Mieszkam w norze pod chatą; Lecz milszy mi kęs mały Prostej, wieśniaczej strawy, Niż wśród ciągłej obawy Twe królewskie specyały!» BAJKA X. WILK I BARANEK. Racya mocniejszego zawsze lepszą bywa; Zaraz wam tego dowiodę. Gdzie bieży krynica żywa, Poszło Jagniątko chlipać sobie wodę. Wilk tam naczczo nadszedłszy, szukając napaści, Rzekł do baraniego syna: «A któżto ośmielił waści, Że się tak ważysz mącić mój napitek? Nie ujdzie ci bezkarnie tak bezecna wina.» Baranek odpowiada, drżąc z bojaźni wszystek: «Ach, panie dobrodzieju! racz sądzić w tej sprawie Łaskawie. Obacz, że niżej ciebie, niżej stojąc zdroju, Nie mogę mącić pańskiego napoju. — Co! jeszcze mi zadajesz kłamstwo w żywe oczy? Poczekaj, języku smoczy; Przed rokiem zelżyłeś mnie paskudnemi słowy. — Ja zaś? jeszczem i na to poprzysiądz gotowy Że mnie zeszłego roku nie było na świecie. — Czy ty, czy twój brat, czy który twój krewny, Dość, że tego jestem pewny, Że wy mi sławę szarpiecie; Wy, pasterze i z waszą archandryą całą Szczekacie na mnie, gdzie tylko możecie: Muszę tedy wziąść zemstę okazałą.» Po tej skończonej perorze, Capes jak swego i zębami porze. Trembecki. BAJKA XI. CZŁOWIEK, ZWIERCIADŁA I POTOK. DO KSIĘCIA DE LA ROCHEFOUCAULD. Człek szpetny, lecz jak Narcyz w sobie zakochany, Winił zwierciadła, że wskazują krzywo; I żyjąc w ciągłym obłędzie, Twierdził, że nawet ulubieniec Dyany Miał postać mniej urodziwą. By go wyleczyć, los usłużny, wszędzie Stawiał przed jego oczy, próżnością zamglone, Niemych doradców kobiecego wdzięku. W którąkolwiek spojrzał stronę, W każdem miejscu, w każdem ręku, Na ścianach, stołach, stolikach, W szczotkach, wachlarzach, grzebykach, Nawet na dnie tabakierek, Pełno luster i lusterek. Więc srodze dotknięty w pysze I niemiłego pragnąc ujść widoku, Ukrył się w leśne zacisze; Lecz raz, stanąwszy nad brzegiem potoku, Znów twarz swą zoczył w przezroczystej fali, Jeszcze bardziej, niż w lustrach, szpetną i obrzydłą. Dąsa się zatem i żali, Że go czcze zwodzi mamidło, Ucieka... lecz powraca; bo potok uroczy Więzi mu serce i oczy. Co to znaczy? spytacie. W dwóch słowach wymienię: Zwierciadłami są ludzie; nie chcemy dać wiary, Widząc w nich własne przywary, Dopóki nie przekona nas potok: sumienie. BAJKA XII. SMOK O STU GŁOWACH I SMOKO STU OGONACH. Nad cesarskich, wynosił Turcyi wojowników Wysłaniec Padyszacha przy niemieckim dworze. «Nasz Cesarz, przerwał Niemiec, takich ma lenników, Że każdy wielką armię utrzymywać może. — Wiem, liczne wojska wasze i liczni wodzowie, Rozsądny Turek odpowie, Lecz gdzie większa potęga, wnet tego dowiodę, Gdy powiem, jak szczególną miałem raz przygodę. Błądząc samotny w ustroni, Spojrzę, aliści za mną Smok stugłowy goni; Krew zastyga mi w żyłach, wylękły uchodzę, Gdy wtem płotek mizerny wstrzymał Smoka w drodze; Próżno przejść usiłował: każdy łeb potworu Do osobnego cisnąc się otworu, Utknął pośród gałęzi. Ledwiem pozbył trwogi, Alić niebezpieczeństwo zagraża mi nowe. Przyczołgał się Smok drugi: jednę tylko głowę, Ale sto miał ogonów; ten nie zmylił drogi: Przeszła głowa przez otwór, przeszło cielsko całe, A za cielskiem ogony przemknęły się snadnie. Dla tego to, nad wasze hufce okazałe Wojsko Sułtana wolę, bo jeden niem władnie.» BAJKA XIII. OSIOŁ I ZŁODZIEJE. Jest to prawda oczywista, Że gdzie się dwóch pokłóci, tam trzeci skorzysta. Otóż tej prawdy, jak dawna wieść niesie, Doświadczyli na sobie dwaj niecni obwiesie. Ukradli Osła. Gratka to nielada; Lecz jak podzielić Osła na dwie części? Bo ten chciał sprzedać, ten nie chciał; ztąd zwada, I od słów przyszło do pięści. Na ich wrzask trzeci rabuś z gęstwiny nadchodzi; Wtem, mignęło mu w oku coś nakształt kopyta. Spojrzy: w zaroślach zwierz samopas brodzi. Więc zakrada się zcicha, za wędzidło chwyta, I gdy tamci się czubią, on z Osłem tymczasem Zniknął za lasem. BAJKA XIV. SIMONIDES. Jest kędyś, w dziełach pewnego poety, Maksyma nader prawdziwa, Że człowiek, wielbiąc Bogów i kobiety, Korzyść odnosi. Ja zgadzam się na to: Umysł niewieści pochwała zjednywa, I nieraz miłość bywa jej zapłatą. Jak zaś swym chwalcom wdzięczni są Bogowie, Simonidesa przykład niech odpowie. Raz, za sowitą nagrodę, Na cześć Atlety zaczął pisać odę; Lecz o czem pisać? Próżno w mózgu szpera: Bowiem ojcem bohatera Był kmieć prosty, a on sam, prócz siły ramienia, Nie posiadał przymiotów, godnych uwielbienia. Więc Simonides, po długim namyśle, Rzecz swą rozpoczął Atlety pochwałą: Opisał wiernie i ściśle Jego zwycięztwa; gdy zaś tych nie stało, A wierszy było zamało, Wezwał na pomoc Polluksa z Kastorem. W długiej, ognistej przemowie Wskazał, że obaj ci bohaterowie Są wiekopomnym dla Szermierzy wzorem, Wyliczył wszystkie ich dzieła, Słowem, pochwała nieśmiertelnych braci Większe pół ody zajęła. Atleta, przeczytawszy, namarszczył się srodze, Wreszcie trzecią część kwoty obiecanej płaci. «Tyle ci daję, rzekł, ile znachodzę W twoich wierszach dla siebie sławy i korzyści; A resztę niechaj Kastor i Polluks uiści. Wiem wszakże, iż poetę ugościć należy; Bądź więc u mnie na wieczerzy: Zaprosiłem wesołych biesiadników grono, Podochocimy sobie.» Choć z miną skwaszoną, Poeta jednak przyjął zaproszenie, Bo żal mu było, jak sadzę, Stracić zarazem ucztę i pieniądze. Poszedł więc: krążą puhary, Leją się wina strumienie, Brzmi pieśń wesoła i ochocze gwary, Gdy wtem niewolnik znać daje Iż dwaj podróżni, u biesiadnych progów, Czekają wieszcza w nader pilnej sprawie. Pospiesza Simonides i w obcych poznaje Tych, których wierszem swym uczcił, Półbogów. «Przyjm dziękczynienie, rzekli doń łaskawie, I uchodź z miejsc tych, bo za małą chwilę Dom cały runie.» Wieszcz usłuchał rady, I wnet, zachwiane w swej sile, Wstrzęsły się gmachu posady: Padł filar; za nim pułap, pozbawion podpory, Zwalił się na stół godowy I na strwożonych biesiadników głowy. Wpośród popłochu, Jowisz, w gniewie skory, Mszcząc się za krzywdę Poety, Zgniótł belką nogi Atlety; Z gości żaden nie uszedł bez sińców i guzów, Szczęsny jednak, że życie ocalił z pod gruzów. Sława stugębna całe to zdarzenie Wkrótce po Grecyi rozniosła; Cudem nazwano wieszcza ocalenie, A ztąd dlań korzyść urosła, Albowiem od owej pory Kochanka Bogów zyskał sobie miano, I wszystkie jego utwory Chwalono i przepłacano. Umieją swych czcicieli wynagradzać Nieba; Lecz, jak widzimy z powieści, Nietylko Bogów, i wieszczów też trzeba Mieć w poważaniu i cześci; Bierzmy przykład z Olimpu: ten, każdego czasu Był opiekunem i bratem Parnasu. BAJKA XV. ŚMIERĆ I CZŁOWIEK NIESZCZĘŚLIWY. «Przybądź, o Smierci, wołał Człek w niedoli; Przybądź, przecudna, niebiańska istoto! Niech mnie twa ręka od cierpień wyzwoli.» Więc Śmierć pospiesza z ochotą, Staje w progu. «Co widzę? krzyknie Nieszczęśliwy, Jakiż to upiór straszliwy! Nie chcę umierać! przychodzisz daremnie: Precz, blada maro! oddal się odemnie!» Mecenas mawiał: «Lepiej być kaleką, Chorym i ślepym, niż postradać życie.» Pomnijcie na to, wy, co się skarżycie Na los przeciwny. Kiedy Śmierć daleko, Chcecie umrzeć; gdy przyjdzie, wnet, wybladli z trwogi: «Blada maro! wołacie, nie wchodź w nasze progi!» BAJKA XVI. DRWAL I ŚMIERĆ. Obarczony starości i chrustu brzemieniem, Drwal ubogi stękając wlókł się do swej chaty. Ustał wreszcie od trudu i z gorzkiem westchnieniem, Ciężar z ramion zrzuciwszy, narzekać zaczyna: «Kiedyż za swą niedolę doczekam zapłaty? Kiedyż biedy ostatnia nadejdzie godzina? Jak długo żyję na świecie, Jeszczem nie zaznał nic, okrom zgryzoty: Zamało chleba, zawiele roboty; To żona chora, to wierzyciel gniecie, To grad, to pożar, lub oboje razem, Gnębią podatki, czynsze, kwaterunek...» Zapłakał; i znękany swych nieszczęść obrazem, Śmierci wzywa na ratunek. Śmierć, posłuszna, nadchodzi. «Czego chcesz, człowiecze? — Ot... zmęczyłem się troszkę, drwal zmięszany rzecze, I chrustu dźwignąć nie mogę... Pomóż, jeżeli łaska, bo mi pilno w drogę.» BAJKA XVII. DWIE KOCHANKI. Człek podżyły, szpakowaty, Lecz bogaty, Z nudów, czyli też z dziwactwa, Chciał zaciągnąć się do bractwa Żałujących po niewczasie; Lub, innemi mówiąc słowy, Myślał się żenić. Lecz był w ambarasie: Bo wszystkie panny, rozwódki i wdowy Chciały dla niego żyć, albo umierać. Co tu począć? jak wybierać? Wiedział on, że Ewy dziatwa Ma serduszka bardzo czułe Na siwiznę i szkatułę; Więc dobrze trafić, rzecz wcale niełatwa. Najwięcej sercem jego zawładnęły Dwie wdówki: jedna, nieco podstarzała, Lecz z wielką sztuką naprawiać umiała To, co lata jej odjęły; Druga, świeża jak jagoda, Piękna i młoda. Codzień obiedwie, niby dla igraszki, Z przypruszonej śniegiem czaszki, Wśród śmiechów i pustoty, włosy wyrywały: Młoda skrzętnie chwytała każdy włosek biały, Stara zaś każdy czarny; tak, że w czas niedługi Szpak wyłysiał i pojął powód tej przysługi. «Dzięki wam, rzecze; więcej zyskałem niż tracę; A za naukę, nauką odpłacę: Chciałybyście mnie widzieć, każda swoim trybem, Jedna, mężem-młokosem, druga, mężem-grzybem; Więc bądźcie zdrowe, moje piękne panie, Bo łysy umrze w kawalerskim stanie.» BAJKA XVIII. BOCIAN I LIS. Nie wiem z jakowej przyczyny, Bocian do Lisa przybył w odwiedziny. Lis skąpiec właśnie siedział przy obiedzie. «Oto gość! chytrze powiada, W porę przychodzisz, sąsiedzie; Możeś głodny? czem chata bogata, tem rada.» To rzekłszy, leje na płaskie talerze Rzadką polewkę, i gościa częstuje. Ale Bocian napróżno do jadła się bierze I w swój talerz, jak dzięcioł, długim dziobem kuje: Nie wykuł ani kropli. Lis żłopie co siły, Żałując, że gość luby nie ma apetytu. «Nie głodnym, rzecze Bocian; lecz, sąsiedzie miły, Jutro, jeżeli łaska, przyjdź na obiad do mnie.» Lis machnął kitą: «Zbyt wiele zaszczytu (Rzecze, mrużąc oczki skromnie), Stawię się niezawodnie.» Pościł przez dzień cały, I, obiadowej doczekawszy pory, Nadchodzi, wielce zgłodniały. Bocian stawia dwa gąsiory Z szyją długą i wązką. «Jedz, Lisie, powiada, Proszę: czem chata bogata, tem rada.» I sam w gąsiorze długim dziobem tonie, Smaczno zajada; Lis ślinkę połyka, Wietrzy jakieś miłe wonie, Sięga łapą, ostrzy zęby, Lecz napróżno mordę wtyka: Szyja długa, ciasne wręby, Ni ugryść, ni zmoczyć gęby; Szkło tylko liże i skrobie, A Bocian dziobie i dziobie. Wydziobał wszystko. «Mój luby sąsiedzie, Rzecze, jak widzę, nie jesz: czyś nie chory?» Zrozumiał Lis; i naczczo, chociaż po obiedzie, Stropiony i zawstydzony Jak gdyby kurze dał się złapać w szpony, Zemknął do nory. Chytre Lisy! pomnijcie, że do czasu sztuka: Znajdzie się w końcu Bocian, który was oszuka. BAJKA XIX. DZIECIĘ I NAUCZYCIEL. Mały chłopaczek, bawiąc się nad rzeką, Wpadł w wodę; szczęściem, wierzba rosła niedaleko: Chwycił za gałąź i ile miał mocy Zaczyna krzyczeć: «Ratunku! pomocy! Gwałtu, utonę!» Przypadek zdarzył, że w tę samą stronę Szedł Nauczyciel; zbliża się powoli, Staje u brzega I tonącego spostrzega. «Ach! rzecze, swawolnicy, ileż to niedoli, Ile zmartwień rodzicom i łez przyczyniacie! Ten z figlów rękę złamie, ten karku nadkręci, A biedna matka płacze po dziecka utracie! Na nic zgoła nie macie względu ni pamięci! Ciągle was trzeba tylko chronić od przygody, Darmozjady, wartogłowy!» Wygadawszy się wreszcie, dobył chłopca z wody. Hojnie Bóg gadułami uposażył ziemię. To szybkojęzyczne plemię, Pojąc się własnemi słowy, Na każdym kroku myśli tylko o tem, Aby swej nudnej wymowy Sążniste składać dowody. Najprzód, mój bracie, wydobądź mię z wody, A kazanie powiesz potem. BAJKA XX. KOGUT I PERŁA. Kogut znalazł na śmietnisku Perłę o cudnym połysku. Zapiał, zdobycz w dziób zabiera I niesie do Jubilera. «Patrz, błyszczy jak ranna rosa: Lecz, nad tę perłę wspaniałą, Jedno drobne ziarnko prosa Bardziejby mi się przydało.» Człowiek, jakich wiele znacie, Wziął w spadku po literacie Rękopism. Długo rozważa, W końcu idzie do księgarza. «Patrz, wszak dzieło znakomite: Lecz, nad mądre te szpargały, Dwa lub trzy talarki bite Bardziejby mi się przydały.» BAJKA XXI. SZERSZENIE I PSZCZOŁY. Dzieło świadczy o twórcy. Słuchajcie bajeczki: Do miodu w pustym ulu, rościł sobie prawa Rój Pszczół i rój Szerszeni. Ztąd swary i sprzeczki; W końcu, na wyrok Osy zgodziły się strony. Lecz jak osądzić? Zawikłana sprawa: Świadkowie zeznawali, że ul opuszczony Był lat kilka siedzibą istotek skrzydlatych, Brzęczących, podługowatych, Słowem, do Pszczół podobnych. Adwokat Szerszeni Dowiódł, że jego klienci W też same cechy są uposażeni Od najdawniejszej pamięci. Osa, w kłopocie, przyzywa do śledztwa Mrówki z sąsiedztwa. Te rzekły, że rój dawnych ula posiadaczy Cały był czarno-żółtawy; Lecz adwokat Szerszeni dowiódł, że dla sprawy To zeznanie nic nie znaczy, Bo klient jego każdy, z dziada i pradziada Tęż samą barwę posiada. «Już od pół roku nasz proces się wlecze, (Mądry Pszczół adwokat rzecze;) Szkoda miodu i słów próżnych, Kosztów i opłat przeróżnych. Na co tyle korowodów? Skoro prześwietny sąd żąda dowodów, Wnoszę, aby przerwano dalsze dochodzenie: Natomiast, niechaj Pszczoły i Szerszenie Wezmą się do roboty; wówczas sąd zobaczy, Kto umie plastry budować, Miód z kwiatów zbierać i chować, I przedmiot sporny Pszczołom przyznać raczy.» Na takowe orzeczenie Jęły się burzyć Szerszenie I nie chciały pracować. Osa, bez zachodu, Pszczołom oddała cały zapas miodu. Gdybyż zawsze tym trybem sądzono procesa! Lepszy zdrowy rozsądek, niźli rzymskie prawo: Na rozterkach pęcznieje palestrantów kiesa, A wychudli pieniacze kończą gdzieś pod ławą. BAJKA XXII. DĄB I TRZCINA. «Żal mi ciebie, niebogo, mówił Dąb do Trzciny; Wszakżećto lada ciężar drobniutkiej ptaszyny, Lada wietrzyk, co muśnie stawu gładkie wody, Źdźbła twoje chyli ku ziemi. Mnie, Wiąz i Buk zazdroszczą siły i urody, Bo prawie chmur dosięgam konary swojemi, I stawiąc wichrom nieugięte czoło, Jako opoka stoję niewzruszony. Więc też, bezpieczne wśród mojego cienia, Krzewy i kwiaty rosną naokoło; Nie skąpiłbym i tobie ojcowskiej ochrony, Lecz sadowisz się zwykle w pobliżu strumienia, Na stawach, gdzie swą władzę wicher rozpościera A moje nie sięgną dłonie. — Twa litość, rzecze Trzcina, jak widzę, jest szczera; Bądź jednak bez obawy. Gdy wicher zawieje, Równie jak ty, a może lepiej się obronię: Burza mnie zegnie, ale nie połamie. Wiem, że złych losów koleje Zwalczało dotąd twe potężne ramię; Ale czekajmy końca.» Wtem wicher się zrywa, Ze stref północnych burza nadciąga straszliwa: Dąb stoi niezachwiany, Trzcina się kołysze. Uszła zguby; a olbrzym, co mniemał w swej pysze, Ze stopą sięga Piekieł, a głową Niebiosów, Padł wkrótce od zdwojonych uraganu ciosów. KONIEC KSIĘGI PIERWSZEJ.

dgh8.